Pit? Powiedz, że ty tylko przedawkowałeś marsjanki i że to nieprawda.- złapałam się za głowę.
- Moja mama to zawsze mówi, że marsjanki trzeba jeść z umiarem... - skarcił mnie wzrokiem.
- Pit, chamuj emocje. - poklepał go po ramieniu Igła.
- Ignaczak, to wszystko twoja wina. Co ci wogóle przyszło do tego twojego łba? - spytałam wkyrzona i zrezygnowana.
- Wiesz, że nie chciałem, żeby tak wyszło.
- Jaki wstyd. Co on sobie teraz o mnie pomyśli...
- Może nie bedzie tak źle. Po prostu mu wytłumacz, że byłaś pijana i to wszystko nie prawda. - mówił czytając książkę Łukasz. Wszyscy się na niego spojrzeliśmy.
Poszłam do łazienki, żeby się przebrać. : http://allani.pl/zestaw/781552 Uczesałam się i umalowałam. Po chwili wyszłam z łazienki.
- Ala pamiętasz, że dziś ta impreza urodzinowa? - spytał Igła.
- No tak. - uśmiechnęłam się. W myślach obmyślałam pomysł na prezent.
Razem z Igłą i Łukaszem zeszliśmy na śniadanie. Przy stoliku niedaleko siatkarzy siedzieli piłkarze. Ręką przywołał mnie do stolika Robert.
- Więcej z toba nie piję. - uśmiechnął się.
- Ja nawet nie wiem co tam się dokładnie wydarzyło. - powiedziałam.
- Ja też chciałbym wiedzieć. - dosiadł się do nas Piszczek trzymając się za głowę.
- Jedno pamiętam...
- No dawaj.
- To, że nazwałaś mnie gwiazdą i powiedziałaś, że nie umiem grać w piłkę. - powiedział Robert, a Łukasz zaczął się śmiać.
- Może w tym coś jest. - zamyslił się Piszczek.
- No może i tak powiedziałam...
- Musisz to odszczekać. - poklepał mnie po ramieniu Lewandowski.
- No okay. To co mam zrobić? - spytałam.
- Dziś gramy z chłopakami ze Spały krótki mecz. Musisz przyjść i zagrać z nami.
- Nie no Robert, żarty to się ciebie trzymają. - zaczęłam się śmiać.
- Czyli wymiękasz? - spytał.
- Ja? Nigdy.
W tym momęcie przyszedł Wojtek. Chyba zajęłam mu miejsce, bo ustał nade mną. Zeszłam z krzesła i rozmawiałam z chłopakami na stojąco.
- Zawsze możesz mi usiąść na kolana. - powiedział Szczęsny. W sumiee... Dlaczego nie?
Speszona usiadłam. Cały czas patrzyli się na mnie siatkarze. W końcu zgodziłam się na krótki mecz. Miał on odbyć się o 15.00. Musiałam się sprężać bo o 18.00 miała rozpocząć się impreza urodzinowa. W końcu wymyśliłam prezent. Co to jest dowiecie się niebawem...
Po obgadaniu spraw dotyczących meczu usiadłam do stolika siatkarzy i zaczęłam jeść śniadanie. Po kilku sekundach zobaczyłam jak Igła, Winiar i Dziku zaczynają zasłaniać się gazetami.
- Coś się stało? - zaśmiałam się. - Antyterroryści czy coś?
- Nie gadamy z wrogiem. - szybko odpowiedział Igła.
- Ignaczak debilu... I niby ja to ten wróg?
- Dokładnie. - z akcentem powiedział Michał.
- Ale dlaczego? Nie lubicie ich, no okay, ale to już nie wolno mi z nimi rozmawiać?
- Chłopaki, ona ma rację. Zachowujecie się jak dzieci. - poparł mnie filozoficznie Możdżon.
- Będziesz na imprezie? - spytał Bartek.
- Podobno ci idioci piłkarze też mają być. - skrzywił się Bartman.
- Chyba tak. - odpowiedziałam i poszłam na trening.
Zaczęłam robić zdjęcia, do czasu kiedy nie przywołał mnie trener. Zaczął mówić po angielsku.
- Mam do ciebie proźbe. Słyszałem, że nieźle radzisz sobie jako trener. Chciałbym, żebyś mnie zastąpiła na dzisiejszym treningu.
- Bardzo się cieszę, że trener chce powierzyć mi swoją drużynę. Ale nie wiem czy sobię poradzę. - uśmiechnęłam się.
- Na pewno. Wierzę w ciebie. To jak zgadzasz się? - spytał.
- Jasne. - powiedziałam, a on zwrócił się do zawodników.
- Okay, dziś wasz trening poprowadzi Ania. Tylko macie się jej słuchać. - zastrzegł palcem i odszedł.
- No to może na początek zrobicie dwadzieścia kółek. - powiedziałam i zaczęłam się przyglądać jak każdy zaczyna biec. O dziwo słuchali się mnie.
Po skończonym biegu, poleciłam im żeby zaczęli się rozciągać. Nagle jakiejś kontuzji doznał Igła.
- Igła coś cie boli? - spytałam zaniepokojona.
- Ramię.
- Dobra chodź do Partycji. - powiedziałam po czym udaliśmy się do pokoju fizjoterapeutki.
- Możesz obejrzeć Krzyśka? Chyba zbił sobie ramię.
- Dobra. Jak chcesz to wpadnij na moją imprezę. Oczywiście weź włóż jakieś normalne ciuchy na siebie. - uśmiechnęła się szyderczo.
Wyszłam z tamtąd zostawiając Igłę samego. Poszłam kontynuować trening. Podzielili się na dwie drużyny i zaczęli grać trzy krótkie meczyki. Karol jak zwykle się obijał.
- Karol? Jak zaraz się nie ruszysz tyłka to będziesz biegał dodatkowe dziesięć kułek.
- Oj żono... - zaczął marudzić.
- Dwadzieścia. - powiedziałam, a on jak na zawołanie zaczął grać.
- No, świetnie sobie radzisz. - poklepał mnie po ramieniu Andrea. Nawet nie wiedziałam, że on za mną stoi. - Może w przyszłości zostaniesz jakimś sławnym trenerem. - rozmarzył się Włoch.
- Ja i sława. - zaśmiałam się i machnęłam ręką.
- Możesz już iść odpocząć do pokoju. - powiedział, a ja pokiwałam głową.
Poszłam do pokoju, aby się przebrać. Za dziesięć minut miałam stawić się na murawę, która była na dworzu.
Związałam włosy, przebrałam się: http://allani.pl/zestaw/769853 i zeszłam na dół
Na dworzu widziałam czterech piłkarzy, czyli: Roberta, Błaszczykowskiego, Wojtka i Łukasza. Oprócz nich była jakaś młodzież. Ok. 15-16 lat.
- No już myślałem, że nie przyjdziesz. - podbiegł do mnie Robert.
- No widzisz. - uśmiechnęłam się i podeszłam do reszty.
Robert zaczął tłumaczyć zasady gry a ja się przyglądałam.
- Jakieś pytania? - spytał.
- A gramy na spalone? - spytałam.
- A wiesz co to? - popatrzył z politowaniem.
- Nie było pytania. - machnęłam ręką, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- I ona ma niby z nami grać? - zapytał z politowaniem jakiś chłopak.
- A co? Boisz się? - poklepałam go po ramieniu.
- Jak cholera. - uśmiechnął się.
- Oj ja bym wolał nie zadzierać z Wiśniewską. - wstawił się za mną Łukasz.
Zaczęła się gra. Byłam w zespole z Kubą i Piszczkiem oraz z innymi ośmioma chłopakami. Po czterech minutach gry udało mi się strzelić gola. Oczywiście Wojtkowi. Wszyscy mi gratulowali. Potem zostałam swaulowana przez jakiegoś chłopaka. Strasznie bolały mnie żebra. Jako, że jestem twarda, wstałam i zaczęłam grać dalej. Oprócz tego, że podciełam Roberta, on wyrównał 1-1 w meczu praktycznie nic się nie działo.
Na koniec wszyscy pogratulowali sobie gry. Wróciłam do pokoju. Pooglądałam telewizję razem z Łukaszem i Igłą, a następnie zaczęliśmy się szykować na imprezę.
Najpierw poszłam do drogerii, żeby kupić mój prezent. Postawiłam na... Krem przeciwzmarszczkowy i maść na pryszcze. Wiem... Jestem wredna... Spakowałam to do ładnej torebki. Wróciłam z zakupów, a następnie poszłam się przebrać : http://allani.pl/zestaw/769853 włosy związałam w warkocz: http://allani.pl/zdjecie/856211 i zrobiłam makijać: http://www.sukniestudniowkowe.pl/files/2010/12/modny-makijaż.jpg . Wyszłam z łazienki. Razem z dwójką lokatorów udaliśmy się na imprezę.
Na miejscy byli już wszyscy. Podeszłam do Patrycji, żeby złożyć jej życzenia.
- No to wszytkiego najlepszego. - dałam jej prezent. Zajrzała do środka. Na początku się skrzywiła, a potem uśmiechnęła.
Usiadłam obok Wojtka. Wziełam drinka i zaczęłam go pić. Po kilku minutach wjechał tort. Symbolicznie zaśpiewaliśmy sto lat i zjedliśmy tort.
Kolejnym punktem zabawy było karaoke. Taki konkurs, w którym trzeba było w parach< oczywiście najpierw odbywało się losowanie kto z kim ma zaśpiewać>, trzeba było zaśpiewać wylosowaną piosenkę. Która para najlepiej się zaprezentuje, wygrywa. A w juri zasiadli: Krzysztof Ignaczak - jak on to powiedział, człowiek uzdolniony wszechstronie; Marcin Możdżonek - filozof; a także Czarna puma - Paweł Zagumny.
Zaczęło się losowanie. Niewiem, czy się cieszyć czy nie, bo wylosowałam...
piątek, 17 maja 2013
wtorek, 14 maja 2013
ROZDZIAŁ 28
Po chwili dotarło do mnie, że całuję się z Bartkiem. Byłam zaskoczona jego zachowaniem. Nie zastanawiając się czy robię dobrze, oderwałam się od niego.
Może po prostu miłość nie jest dla mnie? Co się ze mną dzieje...Nie umiem już nikomu zaufać... Nawet chyba nie chcę.
- Bartek, przepraszam, ale...
- Nie, to ja przepraszam. Wygłupiłem się po raz kolejny. Nie mogłem się powstrzymać. Przecież wiem, że mnie nie kochasz. - gdy to mówił, ktoś przekręcił kluczyk w zamku. Domyśliłam się, że to Ignaczak.
- To nie jest tak. Ja... Przepraszam. - powiedziałam i wybiegłam z pokoju.
No tak Wiśniewska. Lepiej uciec niż wyjaśnić sobie wszystko. Wiesz, że nie możesz się tak zachowywać. Czujesz coś do niego, ale do końca nie wiesz czy możesz nazwać to miłością. Pragniesz jeszcze kiedyś zobaczyć jego niebieskie tęczówki. Patrzeć na jego uśmiech i cieszyć się razem z nim z tego co osiągnął. Wiesz, że powinnaś być szczęśliwa, że o ciebie walczy. Nie potrafisz. Zaufaj. Tylko tyle.
Zaczęły mi lecieć łzy. Nie wiedziałam dlaczego. Coś we mnie pękło. Szłam korytarzem, przypominając sobie nasz pocałunek.
Chciałam jak najszybciej wrócić do swojego pokoju. Niestety. Po drodze spotkałam Lewandowskiego.
- Dlaczego płaczesz? Ktoś ci coś zrobił? - spytał troskliwie. Nie lubiłam gdy ktoś próbuje się nade mną użalać. Nikt nigdy w życiu nie podał mi niczego na tacy. Dlaczego teraz miałoby się to zmienić?
- Możesz dać mi spokój? - spytałam wkurzona. Nigdy wcześniej taka nie byłam. Sama siebie próbowałam zrozumieć.
- Sory, ale może jak komuś dasz sobie pomóc to będzie ci lepiej?
- Człowieku, ja cię prawie nie znam. Uważam cię za desperata, zwykłą gwiazdę z telewizji, która choć gra w piłkę nożną, a wydaje się, że nie wie do czego służy piłka. A tak wogóle to już był taki co chciał mi pomóc. - w tym momęcie pomyslałam o Igle. - Więc niby dlaczego mam ci opowiadać o swoim życiu? - zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Chyba zszokowało go to co o nim powiedziałam. Może nie do końca miałam takie zdanie o nim, ale czułam potrzebe wyżycia się na kimś.
- Przepraszam. Wcale tak nie myślę, ja po pros... - zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Lubię ludzi, którzy są szczerzy. Każdy ma własne zdanie, choć uważam, że nie powinno się oceniać kogoś, jeśli się go nie zna. Zrozum, chcę ci pomóc. Jesteś fajną dziewczyną i ładną. - uśmiechnął się. - Nie lubię kiedy piękne kobiety płaczą.
- Zawsze tak słodzisz wszystkim kobietom? - spytałam.
- Nie wszystkim.
- Ja nie wiem czy mam ochotę opoiwadać o swoim życiu. - podrapałm się po głowie.
- To sobie przynajmniej pomilczymy. Nie powinnaś być teraz sama.
- Przekonałeś mnie. - powiedziałam, na co on się wyraźnie ucieszył.
- To chodźmy do mojego pokoju. Będzie tam jeszcze Piszczek. - stwierdził na co ja pokiwałam twierdząco głową.
Weszliśmy do środka. Lewy od razu wyjął z szafki butelkę wódki.
- Ja nie piję. - od razu pokiwałam palcem. - Zawsze się to dla mnie źle kończy. - zaśmiałam się.
- Dziewczyno, jak ty chcesz na trzeźwo milczeć? - spytał upijając z kieliszka wódkę Robert.
- Z nami się nie napijesz? - zachęcał Łukasz.
- Ale tylko kieliszek. - wzięłam i napiłam się.
Na jednym kieliszku, to się raczej nie skończyło... Po kilkunastu minutach opróżniliśmy całą butelkę. Byłam już nieźle wcięta. Łukasz ledwo siedział na kanapie. Robert rozmawiał ze ścianą, a ja znów zaczęłam się użalać nad swoim życiem.
- Boże, jaka ja jestem głłłłłupia. - zaczęłam bełkotać, po czym schowałam ręce w dłoniach.
- Przrzrzrzrzestań. - podszedł, a raczej przeczołagał się do mnie Łukasz.
- No dlaczego ja go odepchnęłam?
- Zdarza się, że się kogoś zepchnie ze schodów. - wtrącił się do rozmowy Robert.
Razem z Łukaszem spojrzeliśmy na niego z miną "Co ty do mnie rozmawiasz?".
- Nie no, bo troszeczkę nie ogarniam. Kogo odepchnęłaś? - spytał Piszczek.
- No Bartka. Ty to mnie wooogóle nie słuchasz. - zaczęłam jeszcze gorzej rozpaczać.
- No to co ty tu jeszcze robisz? Idź do niego! - krzyczał Robert.
- Człowieku jest druga w nocy. - mimo tego, że cyfry zaczęły mi skakać po całym zegarku odczytałam godzinę.
- Nie oszukuj...! - zbeształ mnie Robrt. - Druga zero siedem.
- To chyba nie najlepszy moment, żebym do niego szła.
- Widzę, że ktoś tu potrzebuje odwagi... - Robert wyjął z szafki kolejne pół litra wódki.
Po wypicu czterech - pięciu kileiszków zdecydowałam się iść do Bartka.
PERSPEKTYWA KURKA:
Gdy spałem ktoś zaczął walić w drzwi. Była druga w nocy, więc nie bardzo kontaktowałem.
- Pit, cieloku przestań chrapać.
- Bartek, bo moja mama mówi, że nie wolno nikogo przezywać, to takie nie kulturalne. - pokręcił głową. - A poza tym ja nie chrapię. To chyba ktoś dobija się do drzwi.
Podniosłem się z łóżka. Otworzyłem drzwi a w nich stała Anka.
- Baaaaartuśś! Kocham cię słońce ty moje. - rzuciła się mi na szyję i zaczęła krzyczeć.
Zacząłem ją uciszać, ale nie bardzo mi to wychodziło. Pit był przerażony całą sytuacją. Powiedział, że będzie miał traumę do końca życia i poszedł do Ignaczaka.
- Jesteś pijana. - położyłem ją na Pitowym łóżku.
- Baaaaartek. Nie jestem. Bo widzisz, ja przyszłam tu żeby ci powiedzieć, że ja nie chciałam... to znaczy ja chciałam tego pocałunku i Kochaaaaam cię. - wykrzyczałam.
- Ciiiiiiii.... - uciszyłem ją w końcu. Zaczęła jeszcze coś bełkotać i w końcu zasnęła.
Wiem, że wtedy kiedy to mówiła była pijana, ale te słowa dużo dla mnie znaczą. Pewnie gdy jutro się obudzi ona o wszytkim zapomni i będzie jak dawniej. Znów będziemy się omijać. Nie umiem o niej zapomnieć. Nie chcę.
Usiadłem obok niej na łóżku i zaczęłem gładzić jej włosy. Po jakiś kilku minutach położyłem na łóżko obok i zasnąłem.
PERSPEKTYWA ANKI:
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. I to w dodatku w nie swoim pokoju. Spojrzałam na łóżko obok. Spał na nim Kurek. Zaczęłam próbować przypominać sobie całą sytuację. Nie wiedziałam dlaczego znalazłam się u niego w pokoju. Jedyne co udało mi się przypomnieć to pocałunek z Bartkiem, a następnie spotkanie Lewandowskiego. Usiadłam na łóżku. Zakryłam twarz rękoma, aby pomóc sobie przypomineć wczorajszą noc.
- Cześć. - powiedział Bartek. Spojrzałam na niego. Nie miał zbyt ciekawej miny.
- Bartek. Powiedz mi, że nikogo nie zabiłam i, że nic nie odwaliłam.
- Oprócz tego, że pijana przyszłaś do mojego pokoju to nic. - uśmiechnął się.
- Huuu. - odetchnęłam. - Ale chyba nic się potem nie wydarzyło? - spytałam.
Bartek zamilkł. Widać było, że się nad czymś zastanawia.
- Nie. Nic. - odpowiedział po dłuższej przerwie.
- Dzięki, że mnie przenocowałeś. - A gdzie jest Pit?
- Uciekł do Ignaczaka.
- Ignaczaka... Ja to sobie z tym Ignaczakiem już porozmawiam... - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
- Chyba było grubo. - zaśmiał się Łukasz.
- Kobieto, tak przestraszonego Pita to ja jeszcze nie widziałem. - zaśmiał się Igła.
- Piotrek? Przestraszyłeś się mojego wyglądu? - spytałam z uśmiechem.
- Raczej tego, że krzyczałaś po pijanemu. - skrzywił się Pit. - A moja mamusia zawsze powtarzała, że lepiej panować z alkocholem.
- A co ja takiego krzyczałam? - spytałam przeciągając się wygodnie w fotelu.
- No a nie przypominasz sobie? - spytał Igła. - Chyba cały chotel cię słyszał.
- No nie bardzo? - byłam średnio zainteresowana.
- No, że kochasz Bartka i przepraszałaś go, że odepchnęłaś go gdy on cię pocałował. - wykrztusił z siebie Nowakowski.
- Cooooo?! - krzyknęłam.
************************************************************************
Conte w Skrze...;D Cieszycie się? ;) Zapraszam do komentowania ;]
Może po prostu miłość nie jest dla mnie? Co się ze mną dzieje...Nie umiem już nikomu zaufać... Nawet chyba nie chcę.
- Bartek, przepraszam, ale...
- Nie, to ja przepraszam. Wygłupiłem się po raz kolejny. Nie mogłem się powstrzymać. Przecież wiem, że mnie nie kochasz. - gdy to mówił, ktoś przekręcił kluczyk w zamku. Domyśliłam się, że to Ignaczak.
- To nie jest tak. Ja... Przepraszam. - powiedziałam i wybiegłam z pokoju.
No tak Wiśniewska. Lepiej uciec niż wyjaśnić sobie wszystko. Wiesz, że nie możesz się tak zachowywać. Czujesz coś do niego, ale do końca nie wiesz czy możesz nazwać to miłością. Pragniesz jeszcze kiedyś zobaczyć jego niebieskie tęczówki. Patrzeć na jego uśmiech i cieszyć się razem z nim z tego co osiągnął. Wiesz, że powinnaś być szczęśliwa, że o ciebie walczy. Nie potrafisz. Zaufaj. Tylko tyle.
Zaczęły mi lecieć łzy. Nie wiedziałam dlaczego. Coś we mnie pękło. Szłam korytarzem, przypominając sobie nasz pocałunek.
Chciałam jak najszybciej wrócić do swojego pokoju. Niestety. Po drodze spotkałam Lewandowskiego.
- Dlaczego płaczesz? Ktoś ci coś zrobił? - spytał troskliwie. Nie lubiłam gdy ktoś próbuje się nade mną użalać. Nikt nigdy w życiu nie podał mi niczego na tacy. Dlaczego teraz miałoby się to zmienić?
- Możesz dać mi spokój? - spytałam wkurzona. Nigdy wcześniej taka nie byłam. Sama siebie próbowałam zrozumieć.
- Sory, ale może jak komuś dasz sobie pomóc to będzie ci lepiej?
- Człowieku, ja cię prawie nie znam. Uważam cię za desperata, zwykłą gwiazdę z telewizji, która choć gra w piłkę nożną, a wydaje się, że nie wie do czego służy piłka. A tak wogóle to już był taki co chciał mi pomóc. - w tym momęcie pomyslałam o Igle. - Więc niby dlaczego mam ci opowiadać o swoim życiu? - zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Chyba zszokowało go to co o nim powiedziałam. Może nie do końca miałam takie zdanie o nim, ale czułam potrzebe wyżycia się na kimś.
- Przepraszam. Wcale tak nie myślę, ja po pros... - zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Lubię ludzi, którzy są szczerzy. Każdy ma własne zdanie, choć uważam, że nie powinno się oceniać kogoś, jeśli się go nie zna. Zrozum, chcę ci pomóc. Jesteś fajną dziewczyną i ładną. - uśmiechnął się. - Nie lubię kiedy piękne kobiety płaczą.
- Zawsze tak słodzisz wszystkim kobietom? - spytałam.
- Nie wszystkim.
- Ja nie wiem czy mam ochotę opoiwadać o swoim życiu. - podrapałm się po głowie.
- To sobie przynajmniej pomilczymy. Nie powinnaś być teraz sama.
- Przekonałeś mnie. - powiedziałam, na co on się wyraźnie ucieszył.
- To chodźmy do mojego pokoju. Będzie tam jeszcze Piszczek. - stwierdził na co ja pokiwałam twierdząco głową.
Weszliśmy do środka. Lewy od razu wyjął z szafki butelkę wódki.
- Ja nie piję. - od razu pokiwałam palcem. - Zawsze się to dla mnie źle kończy. - zaśmiałam się.
- Dziewczyno, jak ty chcesz na trzeźwo milczeć? - spytał upijając z kieliszka wódkę Robert.
- Z nami się nie napijesz? - zachęcał Łukasz.
- Ale tylko kieliszek. - wzięłam i napiłam się.
Na jednym kieliszku, to się raczej nie skończyło... Po kilkunastu minutach opróżniliśmy całą butelkę. Byłam już nieźle wcięta. Łukasz ledwo siedział na kanapie. Robert rozmawiał ze ścianą, a ja znów zaczęłam się użalać nad swoim życiem.
- Boże, jaka ja jestem głłłłłupia. - zaczęłam bełkotać, po czym schowałam ręce w dłoniach.
- Przrzrzrzrzestań. - podszedł, a raczej przeczołagał się do mnie Łukasz.
- No dlaczego ja go odepchnęłam?
- Zdarza się, że się kogoś zepchnie ze schodów. - wtrącił się do rozmowy Robert.
Razem z Łukaszem spojrzeliśmy na niego z miną "Co ty do mnie rozmawiasz?".
- Nie no, bo troszeczkę nie ogarniam. Kogo odepchnęłaś? - spytał Piszczek.
- No Bartka. Ty to mnie wooogóle nie słuchasz. - zaczęłam jeszcze gorzej rozpaczać.
- No to co ty tu jeszcze robisz? Idź do niego! - krzyczał Robert.
- Człowieku jest druga w nocy. - mimo tego, że cyfry zaczęły mi skakać po całym zegarku odczytałam godzinę.
- Nie oszukuj...! - zbeształ mnie Robrt. - Druga zero siedem.
- To chyba nie najlepszy moment, żebym do niego szła.
- Widzę, że ktoś tu potrzebuje odwagi... - Robert wyjął z szafki kolejne pół litra wódki.
Po wypicu czterech - pięciu kileiszków zdecydowałam się iść do Bartka.
PERSPEKTYWA KURKA:
Gdy spałem ktoś zaczął walić w drzwi. Była druga w nocy, więc nie bardzo kontaktowałem.
- Pit, cieloku przestań chrapać.
- Bartek, bo moja mama mówi, że nie wolno nikogo przezywać, to takie nie kulturalne. - pokręcił głową. - A poza tym ja nie chrapię. To chyba ktoś dobija się do drzwi.
Podniosłem się z łóżka. Otworzyłem drzwi a w nich stała Anka.
- Baaaaartuśś! Kocham cię słońce ty moje. - rzuciła się mi na szyję i zaczęła krzyczeć.
Zacząłem ją uciszać, ale nie bardzo mi to wychodziło. Pit był przerażony całą sytuacją. Powiedział, że będzie miał traumę do końca życia i poszedł do Ignaczaka.
- Jesteś pijana. - położyłem ją na Pitowym łóżku.
- Baaaaartek. Nie jestem. Bo widzisz, ja przyszłam tu żeby ci powiedzieć, że ja nie chciałam... to znaczy ja chciałam tego pocałunku i Kochaaaaam cię. - wykrzyczałam.
- Ciiiiiiii.... - uciszyłem ją w końcu. Zaczęła jeszcze coś bełkotać i w końcu zasnęła.
Wiem, że wtedy kiedy to mówiła była pijana, ale te słowa dużo dla mnie znaczą. Pewnie gdy jutro się obudzi ona o wszytkim zapomni i będzie jak dawniej. Znów będziemy się omijać. Nie umiem o niej zapomnieć. Nie chcę.
Usiadłem obok niej na łóżku i zaczęłem gładzić jej włosy. Po jakiś kilku minutach położyłem na łóżko obok i zasnąłem.
PERSPEKTYWA ANKI:
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. I to w dodatku w nie swoim pokoju. Spojrzałam na łóżko obok. Spał na nim Kurek. Zaczęłam próbować przypominać sobie całą sytuację. Nie wiedziałam dlaczego znalazłam się u niego w pokoju. Jedyne co udało mi się przypomnieć to pocałunek z Bartkiem, a następnie spotkanie Lewandowskiego. Usiadłam na łóżku. Zakryłam twarz rękoma, aby pomóc sobie przypomineć wczorajszą noc.
- Cześć. - powiedział Bartek. Spojrzałam na niego. Nie miał zbyt ciekawej miny.
- Bartek. Powiedz mi, że nikogo nie zabiłam i, że nic nie odwaliłam.
- Oprócz tego, że pijana przyszłaś do mojego pokoju to nic. - uśmiechnął się.
- Huuu. - odetchnęłam. - Ale chyba nic się potem nie wydarzyło? - spytałam.
Bartek zamilkł. Widać było, że się nad czymś zastanawia.
- Nie. Nic. - odpowiedział po dłuższej przerwie.
- Dzięki, że mnie przenocowałeś. - A gdzie jest Pit?
- Uciekł do Ignaczaka.
- Ignaczaka... Ja to sobie z tym Ignaczakiem już porozmawiam... - powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
- Chyba było grubo. - zaśmiał się Łukasz.
- Kobieto, tak przestraszonego Pita to ja jeszcze nie widziałem. - zaśmiał się Igła.
- Piotrek? Przestraszyłeś się mojego wyglądu? - spytałam z uśmiechem.
- Raczej tego, że krzyczałaś po pijanemu. - skrzywił się Pit. - A moja mamusia zawsze powtarzała, że lepiej panować z alkocholem.
- A co ja takiego krzyczałam? - spytałam przeciągając się wygodnie w fotelu.
- No a nie przypominasz sobie? - spytał Igła. - Chyba cały chotel cię słyszał.
- No nie bardzo? - byłam średnio zainteresowana.
- No, że kochasz Bartka i przepraszałaś go, że odepchnęłaś go gdy on cię pocałował. - wykrztusił z siebie Nowakowski.
- Cooooo?! - krzyknęłam.
************************************************************************
Conte w Skrze...;D Cieszycie się? ;) Zapraszam do komentowania ;]
sobota, 11 maja 2013
ROZDZIAŁ 27
Po chwili na stołówce zrobił się jakiś szmer. Odwróciłam się i zobaczyłam jak Robert wstaje i zaczyna śpiewać piosenkę, którą mu narzuciłam. Oczywiście wszycy się śmiali. Gdy skończył wszyscy zaczęli bić brawo. Nawet ja.
- To dawać tą moją dyszkę. - dzik zwrócił się do Winiara, po czym on wyjął portfel i dał mu wyznaczoną sumę.
Po chwili znów przede mną wylądowała serwetka.
- Ej, on to jest jakiś zdesperowany. - zaśmiał się Zibi.
Odczytałam kartkę: Zadanie wykonane. Teraz ty.
,,Niepamiętam tego numeru. Musiałabym sprawdzić. Ale nie tak przy ludziach". - odpisałam.
Igła wyrwał mi serwetę.
- Nie rozumiem twojego toku rozumowania. - zaśmiał się.
- Igła... A co na tej serwetce było dokładnie napisane?
- No że chce twój numer telefo... - zaczął Karol, ale ja mu przerwałam.
- Tylko numer. Nie napisał, że telefonu. - powiedziałam, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- A więc ty dasz mu numer...czego? - spytał Pit.
- Nie brnij Pit. Potem możesz mieć traumę do końca życia. - zaśmiał się Igła.
- Czyli stanika? - wyszeptał Zibi.
- Brawo Bartman. - zaczęłam bić brawo.
- Ej, dobre. Na to bym nie wpadł. Biedny Lewy. - zaśmiał się Dzik.
Po chwili znów serweta była przede mną.
,,Mogę ci pomóc". - odczytał Kłos i wszycy się zaczęli śmiać. Wszycy obecni na sotłówce się na nas dziwnie popatrzyli.
- Ciekawy jestem co teraz wymyślisz. - powiedział Bartek.
,,Nie jestem pewna, czy masz odpowiednie kwalifikacje. Bo wiesz, jeden nie przewidywalny ruch..." - napisałam.
Kartkę tym razem odczytał Rucek.
- Nie no piąteczka. - przybiłam ją razem z Igłą.
,,Mówisz, że to aż takie ryzykowne?" - odpisał.
Po chwili wszyscy musięliśmy się zbierać. Przechodząc obok ich stolika odezwał się Lewy.
- To jak?
- Zastanowię się. - uśmiechnęłam się. Spojrzałam na Wojtka. Jako jedyny nie był rozbawiony całą sytuacją.
Wróciliśmy do pokoju. Rzeczywiście. Pod drzwiami czekał na mnie duży bukiet kwiatów. Wzięłam je i weszłam do pokoju. Chłopaki poszli na trenign. Fotografom, oraz fizjoterapeutom dali dzień wolnego.
Postanowiłam zadzwonić do Kamila, jako, że wcześniej go nie spotkałam. A przecież miał być w Spale. Wyszłam na balkon, ponieważ w pokoju nie było zasięgu.
- Stęskinłaś się? - spytał roześmiany.
- Jak cholera. A tak właściwie, to przecież miałeś być w Spale.
- No tak. Jutro będę. - odpowiedział. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam jak Patrycja zamyka drzwi balkonowe. Przeprosiłam Kamila i powiedziałam, że zadzwonię później.
O nie. Teraz to ona przegięła. Chce wojny to będzie ją miała.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Igły, żeby przyszedł z pomocą. Po jakiś pięciu minutach pomógł mi wydostać się do środka.
- Drzwi ci się zatrzasnęły? - spytał roześmiany.
- Ta idiotka Partycja mnie zamknęła. O nie, tak łatwo, to ona ze mną nie wygra.
- Jesteś pewna, że to ona cię zamknęła? Przed chwilą przymilała się Bartkowi.
Straciłam go na zawsze. Teraz to napewno nie będziemy razem. Spóściłam głowę do dołu i usiadłam na łóżko.
- No to mów. - rozsiadł się wygodnie w fotelu Igła.
- Po co? I tak nic nie możesz zrobić.
- Oj, kochana. Nie ma rzeczy niemożliwych dla Igły. - zaśmiał się.
Może mu powiem? Ale, jeżeli on opowie wszystko Bartkowi?
- Ale nie powiesz nic Bartkowi? - spytałam niepewnie ,a on przytaknął.
- A więc... Hmmm... Nie wiem od czego zacząć.
- Od początku.
- No to tak. Ja zakochałam się w Bartku. Poszłam z Magdą do lekarza, bo ona myślała, ze jest w ciąży z Piszczkiem. Kazała też mi się przebadać, bo jak byłam w Izmirze, to lekko zakręciło mi się w głowie. No i zrobiłam te badania. Okazało się, że mam raka. Oczywiście to nie prawda, bo pomylili wyniki. Ale kiedy jeszcze o tym nie wiedziałam, powiedziałam o moje chorobie Barktowi. On mi wyznał, że chodził z Magdą tylko dlatego, żeby zrobić mi na złość. Powiedział, że mnie kocha i spytał czy moglibyśmy być razem.
- No i w czym problem? - spytał.
- Igła, to jest bardziej skomplikowane. - uśmiechnęłam się lekko. - Ja powiedziałam, że go nie kocham, bo nie chciałam, żeby przeze mnie cierpiał. No sam wiesz. Niby choroba. Nie chciałam, być dla niego ciężarem. Przecież wiedziałam, że umrę. Że mam trzy tygodnie życia. - zaczęłam płakać, na myśl o tym.
- Może słaby ze mnie psycholog, ale myślę, że powinnieście być razem. I musisz o niego walczyc. I teraz ta Patrycja. - gdy wypowiedział te imię skrzywił się.
- Igła, może jakiś fakclub? STOP THE PATRYCJA?
- Może być. Nie przepadam za nią. Ale myślę, że w twojej sprawie da się coś... - zaczął.
- Nie. Masz obiecać, że nikt się nie dowie. I masz nic nie robić. Nic. - powiedziałam, a on pokiwał głową.
- Anka, muszę isć na trening, bo Andrea nie da mi żyć. - zaśmiał się i wyszedł.
Postanowiłam zemścić się na Patrycji. Zaczęłam obmyślać plan działania.
Dowiedziałam się, że pokój dzieli pokój z Winiarem i Gumą. Poszłam na chwilę na trening chłopaków. Oczywiście zachowywałam się normalnie, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Poprosiłam Michała o kluczyk do ich pokoju w celu ,,Sprawdzenia czy nie zostawiłam u nich zegarka''. Bez problemu się zgodził.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Na krześle ujrzałam Patrycjową torebkę. Wystawała z niej butelka wody. Ze swojej wyjęłam środki przeczyszczające. Wrzuciłam dwie kapsułki i wstrząsnęłam butelką.
Gdy wykonałam swój plan oddałam klucz Winiarowi i wróciłam do swojego pokoju. Byli już w nim Igła i Łukasz.
- A ten naszyjnik to dla kogo? - spytałam Łukasza.
- No dla Patrycji. Ma jutro urodziny. Zaprosiła nas na imprezę wieczorem. - odpowiedział rozgrywający.
- Nie martw się. Ziomek jeszcze nie zwariował. To prezent od wszystkich. - zaśmiał się Igła. - Kupiliśmy jej jeszcze czekoladki.
- Tobie też kazała przyjść. - zwrócił się do mnie Łukasz.
- Te urodziny to chyba zapamięta do końca życia. - roześmiałam się wchodząc do łazienki.
Poszłam się przebrać: http://allani.pl/zestaw/775083 . Postanowiłam iść na kawę. Wyszłam z łazienki.
- Bartek chyba ma do ciebie jakąś sprawę. Był tu przed chwilą i kazał ci powiedzieć, żebyś do niego przyszła. - wygłosił swój monolog Ziomek.
Ja spojrzałam na nich podejrzliwie. No czego on by ode mnie chciał? Postanowiłam się dowiedzieć. Zapukałam do pokoju. Po chwili weszłam do środka.
- Hej. - usiadłam na łóżku.
- Coś się stało? - spytał.
- No to chyba ja raczej powinnam o to spytać. - zaśmiałam się.
- Nie rozumiem... - podrapał się po głowie.
- No Ziomek powie... - nie dokończyłam bo usłyszałam jak ktoś przekręca kluczyki w zamku.
Podeszłam do nich i pociągnęłam za klamkę. Zamknięte.
- Gdzie masz klucze? - spytałam.
- No tu gdzieś powinny leżeć. - zaczął szukać po całym pokoju. - Nie ma ich.
- Może ta Patrycja znowu mnie zamknęła? - spytałam zrezygnowana.
- Dlaczego akurat ona? - spytał.
- Bo widzisz, bardzo się polubiłyśmy. - lekko się uśmiechnęłam.
Po chwili dostałam sms`a. Od Igły:
,,No to masz wolne pole do popisu. Masz mu wszystko powiedzieć:) Trzymam kciuki."
Jedyne co nasuwało mi się na myśl, to, to, że kiedy stąd wyjdę Ignaczak na drugi dzień wyląduje w szpitalu.
- Coś nie tak? - spytał Bartek.
- Nie, wszystko okay. - uśmiechnęłam się lekko. Już żałowałam, że powiedziałam wszystko Krzyśkowi. Odpisałam mu:
,,Ignaczak... Nie żyjesz. Za pięć minut masz otworzyć drzwi.''
Oparłam się o drzwi i zjechałam na dół.
- Ty wiesz kto nas zamknął. Prawda? - zaśmiał się Kurek.
- Ignaczak. - w tym samym czasie to powiedzieliśmy po czym się roześmialiśmy. Po chwili Bartek usiadł obok mnie.
- Tylko dlaczego to zrobił? - nie mógł opanować śmiechu.
- Starzeje się. Różne rzeczy przychodzą mężczyznom w podeszłym wieku do głowy. - zaśmiałam się. Przecież nie mogłam powiedzieć mu prawdy.
Gdy to powiedziałam nagle zgasło światło. Jeszcze tego brakowało... Po chwili odstałam sms`a od Igły.
,, Ja ci dam w podeszłym wieku. Albo mu powiesz, albo sobie posiedzicie."
Odpisałam: ,,Ignaczak, to już nie jest śmieszne. Jak zaraz nie otworzysz, to powiem wysztkim, że nosisz bokserki w świnki".
- Niech zgadnę... Hm... Igła? - spytał Bartek.
- Taaa. - odpowiedziałam krótko. Świetnie, jeszcze w dodatku rozładował mi się telefon.
Po chwili poczułam na swoich ustach jego wargi.
************************************************************************
Witajcie;) Poruszę temat transferów. Czy pasują wam one? Może macie jakieś typowania? Ja osobiście ubolewam, że od Skry odszedli Winiar i Aleks. Myślę, że Winiar będzie miał szanse się rozwijać, a co do Alka... to myslę, że dobrze, że odszedł, bo byłoby szkoda, żeby Wlazły odchodził ze Skry.
- To dawać tą moją dyszkę. - dzik zwrócił się do Winiara, po czym on wyjął portfel i dał mu wyznaczoną sumę.
Po chwili znów przede mną wylądowała serwetka.
- Ej, on to jest jakiś zdesperowany. - zaśmiał się Zibi.
Odczytałam kartkę: Zadanie wykonane. Teraz ty.
,,Niepamiętam tego numeru. Musiałabym sprawdzić. Ale nie tak przy ludziach". - odpisałam.
Igła wyrwał mi serwetę.
- Nie rozumiem twojego toku rozumowania. - zaśmiał się.
- Igła... A co na tej serwetce było dokładnie napisane?
- No że chce twój numer telefo... - zaczął Karol, ale ja mu przerwałam.
- Tylko numer. Nie napisał, że telefonu. - powiedziałam, a wszyscy zaczęli się śmiać.
- A więc ty dasz mu numer...czego? - spytał Pit.
- Nie brnij Pit. Potem możesz mieć traumę do końca życia. - zaśmiał się Igła.
- Czyli stanika? - wyszeptał Zibi.
- Brawo Bartman. - zaczęłam bić brawo.
- Ej, dobre. Na to bym nie wpadł. Biedny Lewy. - zaśmiał się Dzik.
Po chwili znów serweta była przede mną.
,,Mogę ci pomóc". - odczytał Kłos i wszycy się zaczęli śmiać. Wszycy obecni na sotłówce się na nas dziwnie popatrzyli.
- Ciekawy jestem co teraz wymyślisz. - powiedział Bartek.
,,Nie jestem pewna, czy masz odpowiednie kwalifikacje. Bo wiesz, jeden nie przewidywalny ruch..." - napisałam.
Kartkę tym razem odczytał Rucek.
- Nie no piąteczka. - przybiłam ją razem z Igłą.
,,Mówisz, że to aż takie ryzykowne?" - odpisał.
Po chwili wszyscy musięliśmy się zbierać. Przechodząc obok ich stolika odezwał się Lewy.
- To jak?
- Zastanowię się. - uśmiechnęłam się. Spojrzałam na Wojtka. Jako jedyny nie był rozbawiony całą sytuacją.
Wróciliśmy do pokoju. Rzeczywiście. Pod drzwiami czekał na mnie duży bukiet kwiatów. Wzięłam je i weszłam do pokoju. Chłopaki poszli na trenign. Fotografom, oraz fizjoterapeutom dali dzień wolnego.
Postanowiłam zadzwonić do Kamila, jako, że wcześniej go nie spotkałam. A przecież miał być w Spale. Wyszłam na balkon, ponieważ w pokoju nie było zasięgu.
- Stęskinłaś się? - spytał roześmiany.
- Jak cholera. A tak właściwie, to przecież miałeś być w Spale.
- No tak. Jutro będę. - odpowiedział. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Odwróciłam się i ujrzałam jak Patrycja zamyka drzwi balkonowe. Przeprosiłam Kamila i powiedziałam, że zadzwonię później.
O nie. Teraz to ona przegięła. Chce wojny to będzie ją miała.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Igły, żeby przyszedł z pomocą. Po jakiś pięciu minutach pomógł mi wydostać się do środka.
- Drzwi ci się zatrzasnęły? - spytał roześmiany.
- Ta idiotka Partycja mnie zamknęła. O nie, tak łatwo, to ona ze mną nie wygra.
- Jesteś pewna, że to ona cię zamknęła? Przed chwilą przymilała się Bartkowi.
Straciłam go na zawsze. Teraz to napewno nie będziemy razem. Spóściłam głowę do dołu i usiadłam na łóżko.
- No to mów. - rozsiadł się wygodnie w fotelu Igła.
- Po co? I tak nic nie możesz zrobić.
- Oj, kochana. Nie ma rzeczy niemożliwych dla Igły. - zaśmiał się.
Może mu powiem? Ale, jeżeli on opowie wszystko Bartkowi?
- Ale nie powiesz nic Bartkowi? - spytałam niepewnie ,a on przytaknął.
- A więc... Hmmm... Nie wiem od czego zacząć.
- Od początku.
- No to tak. Ja zakochałam się w Bartku. Poszłam z Magdą do lekarza, bo ona myślała, ze jest w ciąży z Piszczkiem. Kazała też mi się przebadać, bo jak byłam w Izmirze, to lekko zakręciło mi się w głowie. No i zrobiłam te badania. Okazało się, że mam raka. Oczywiście to nie prawda, bo pomylili wyniki. Ale kiedy jeszcze o tym nie wiedziałam, powiedziałam o moje chorobie Barktowi. On mi wyznał, że chodził z Magdą tylko dlatego, żeby zrobić mi na złość. Powiedział, że mnie kocha i spytał czy moglibyśmy być razem.
- No i w czym problem? - spytał.
- Igła, to jest bardziej skomplikowane. - uśmiechnęłam się lekko. - Ja powiedziałam, że go nie kocham, bo nie chciałam, żeby przeze mnie cierpiał. No sam wiesz. Niby choroba. Nie chciałam, być dla niego ciężarem. Przecież wiedziałam, że umrę. Że mam trzy tygodnie życia. - zaczęłam płakać, na myśl o tym.
- Może słaby ze mnie psycholog, ale myślę, że powinnieście być razem. I musisz o niego walczyc. I teraz ta Patrycja. - gdy wypowiedział te imię skrzywił się.
- Igła, może jakiś fakclub? STOP THE PATRYCJA?
- Może być. Nie przepadam za nią. Ale myślę, że w twojej sprawie da się coś... - zaczął.
- Nie. Masz obiecać, że nikt się nie dowie. I masz nic nie robić. Nic. - powiedziałam, a on pokiwał głową.
- Anka, muszę isć na trening, bo Andrea nie da mi żyć. - zaśmiał się i wyszedł.
Postanowiłam zemścić się na Patrycji. Zaczęłam obmyślać plan działania.
Dowiedziałam się, że pokój dzieli pokój z Winiarem i Gumą. Poszłam na chwilę na trening chłopaków. Oczywiście zachowywałam się normalnie, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Poprosiłam Michała o kluczyk do ich pokoju w celu ,,Sprawdzenia czy nie zostawiłam u nich zegarka''. Bez problemu się zgodził.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Na krześle ujrzałam Patrycjową torebkę. Wystawała z niej butelka wody. Ze swojej wyjęłam środki przeczyszczające. Wrzuciłam dwie kapsułki i wstrząsnęłam butelką.
Gdy wykonałam swój plan oddałam klucz Winiarowi i wróciłam do swojego pokoju. Byli już w nim Igła i Łukasz.
- A ten naszyjnik to dla kogo? - spytałam Łukasza.
- No dla Patrycji. Ma jutro urodziny. Zaprosiła nas na imprezę wieczorem. - odpowiedział rozgrywający.
- Nie martw się. Ziomek jeszcze nie zwariował. To prezent od wszystkich. - zaśmiał się Igła. - Kupiliśmy jej jeszcze czekoladki.
- Tobie też kazała przyjść. - zwrócił się do mnie Łukasz.
- Te urodziny to chyba zapamięta do końca życia. - roześmiałam się wchodząc do łazienki.
Poszłam się przebrać: http://allani.pl/zestaw/775083 . Postanowiłam iść na kawę. Wyszłam z łazienki.
- Bartek chyba ma do ciebie jakąś sprawę. Był tu przed chwilą i kazał ci powiedzieć, żebyś do niego przyszła. - wygłosił swój monolog Ziomek.
Ja spojrzałam na nich podejrzliwie. No czego on by ode mnie chciał? Postanowiłam się dowiedzieć. Zapukałam do pokoju. Po chwili weszłam do środka.
- Hej. - usiadłam na łóżku.
- Coś się stało? - spytał.
- No to chyba ja raczej powinnam o to spytać. - zaśmiałam się.
- Nie rozumiem... - podrapał się po głowie.
- No Ziomek powie... - nie dokończyłam bo usłyszałam jak ktoś przekręca kluczyki w zamku.
Podeszłam do nich i pociągnęłam za klamkę. Zamknięte.
- Gdzie masz klucze? - spytałam.
- No tu gdzieś powinny leżeć. - zaczął szukać po całym pokoju. - Nie ma ich.
- Może ta Patrycja znowu mnie zamknęła? - spytałam zrezygnowana.
- Dlaczego akurat ona? - spytał.
- Bo widzisz, bardzo się polubiłyśmy. - lekko się uśmiechnęłam.
Po chwili dostałam sms`a. Od Igły:
,,No to masz wolne pole do popisu. Masz mu wszystko powiedzieć:) Trzymam kciuki."
Jedyne co nasuwało mi się na myśl, to, to, że kiedy stąd wyjdę Ignaczak na drugi dzień wyląduje w szpitalu.
- Coś nie tak? - spytał Bartek.
- Nie, wszystko okay. - uśmiechnęłam się lekko. Już żałowałam, że powiedziałam wszystko Krzyśkowi. Odpisałam mu:
,,Ignaczak... Nie żyjesz. Za pięć minut masz otworzyć drzwi.''
Oparłam się o drzwi i zjechałam na dół.
- Ty wiesz kto nas zamknął. Prawda? - zaśmiał się Kurek.
- Ignaczak. - w tym samym czasie to powiedzieliśmy po czym się roześmialiśmy. Po chwili Bartek usiadł obok mnie.
- Tylko dlaczego to zrobił? - nie mógł opanować śmiechu.
- Starzeje się. Różne rzeczy przychodzą mężczyznom w podeszłym wieku do głowy. - zaśmiałam się. Przecież nie mogłam powiedzieć mu prawdy.
Gdy to powiedziałam nagle zgasło światło. Jeszcze tego brakowało... Po chwili odstałam sms`a od Igły.
,, Ja ci dam w podeszłym wieku. Albo mu powiesz, albo sobie posiedzicie."
Odpisałam: ,,Ignaczak, to już nie jest śmieszne. Jak zaraz nie otworzysz, to powiem wysztkim, że nosisz bokserki w świnki".
- Niech zgadnę... Hm... Igła? - spytał Bartek.
- Taaa. - odpowiedziałam krótko. Świetnie, jeszcze w dodatku rozładował mi się telefon.
Po chwili poczułam na swoich ustach jego wargi.
************************************************************************
Witajcie;) Poruszę temat transferów. Czy pasują wam one? Może macie jakieś typowania? Ja osobiście ubolewam, że od Skry odszedli Winiar i Aleks. Myślę, że Winiar będzie miał szanse się rozwijać, a co do Alka... to myslę, że dobrze, że odszedł, bo byłoby szkoda, żeby Wlazły odchodził ze Skry.
wtorek, 7 maja 2013
ROZDZIAŁ 26
Zaspana wstałam i poszłam się ubrać: http://allani.pl/zestaw/768405 . Zrobiłam kanapki i kawę. Karol jeszcze nie wyszedł ze swojego pokoju. Może jeszcze śpi? Muszę go obudzić, bo nie zdążymy. Spojrzałam na zegarek. Za dziesięć minut musimy się zbierać. Postanowiłam go obudzić.
Wpadłam do pokoju, a tam ujrzałam zakładającego spodnie Karola, bez koszulki.
- Aż tak cię do mnie ciągnie? - uśmiechnął się chytro.
- Sory, myślałam że śpisz.
- Nic się nie stało. - w tym momęcie zakładał koszulkę, a ja stałam jak debil i mu się przyglądałam.
- Nigdy nie widziałaś faceta bez koszulki? Jeśli tak, to uwierz mi mało w życiu widziałaś. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. Wiesz co mnie zastanawia? Jak taki fajny chłopak nie ma dziewczyny?
- Nie chcę zdradzać żony. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
- A tak na serio?
- Nie no mam dziewczynę... A nazywa się ona Siatkówka. - odpowiedział filozoficznie.
- No Karol, aż łezka w oku się kręci... - otarłam ją teatralnie.
- No ja tu ci się zwierzam, a ty się wyśmiewasz. - strzelił focha.
- Zrobiłam kanapki. - powiedziałam.
- I na dodatek chcesz mnie przekupić.
- Ja? No wiesz co? Idę napić się kawy, którą też zrobiłam.
- Przekonałaś mnie. - wybieg z pokoju.
Kłos wziął mój bagaż i wyszedł zamówić taksówkę. Ja zamknęłam drzwi i wyszłam za nim. Przed bramą ujrzałam Karola i Andrzeja.
- No witam sąsiadkę. - uśmiechnął się Wrona.
- A witam. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Po chwili oczekiwania nadjechała taksówka. Szybko dojechaliśmy pod salę. Wsiedliśmy do autobusu, w którym byli już wszyscy, a mianowicie: Nasz trójka, Zati, Bartek, Woicki, Winiar. Zajęłam miejsce tradycyjnie na tyle. W końcu szlachta siedzi z tyłu:P.
Siedziałam między Karolem a Zatim. Tradycyjnie zaczęłam słuchać muzyki. Po kilku minutach zaczęłam czytać książkę. Chłopaki rozmawiali między sobą, a ja nie chciałam się wtrącać. Cały czas myślałam o Bartku. Dlaczego nie może być tak jak dawniej? Wiem, że muszę o nim zapomnieć ale to trudne. Cholernie trudne.
Po pięciu godzinach jazdy wreszcie dojechaliśmy do Spały. Okazało się, że czekali tam jedynie na nas, bo wszyscy już dojechali. Karol wziął moją walizkę i weszliśmy do ośrodka. Na progu powitał mnie Igła.
- O, Anka?
- No jak widzisz. - uśmiechnęłam się.
- Zbyszek? - krzyknął do niego, ktory stał z tyłu. - Zobacz kto przyjechał.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, że będziesz? - spytał przytulacjąc mnie.
- A zmieniłoby to coś? - roześmiałam się.
- Nie, ale...A z resztą nie ważne. - powiedział i pociągnął mnie za sobą.
Przydzielili mi pokój z Igłą i Łukaszem. Oczywiście jakieś pięć minut temu ze wszystkimi się zapoznałam.
Poszłam za Łukaszem i Krzyśkiem do pokoju. Najpierw musięliśmy wjechać windą. Znaczy nie musieliśmy, ale z racji tego, że jesteśmy leniami wybraliśmy tą opcję. Ustałam przed drzwiami tak jak oni czekając aż chłopaki otworzą.
- No otwierajcie. - uśmiechnęłam się.
- A ty nie wzięłaś kluczyka? - spytał Igła.
- No myślałam, że wy wzięliście. - Dobra to ja już po niego pójdę. - oddałam im swoją walizkę i skierowałam się z powrotem do windy. Wyszłam z niej i szybko pognałam przed siebie. Po drodze na kogoś wpadłam.
- Jak leziesz idioto - spytałam wkurzona leżąc już na podłodze.
- Nic się nie zmeniłaś. - usłaszałam czyiś głos. To on... Jego głos rozpoznam zawsze.
- Co ty tu robisz? - spytałam widząc... Wojtka. Tak tego Wojtka Szczęsnego.
- Przyjechało nas kilku. Porposzono nas, abyśmy potrenowali trochę chłopaków ze Spały... ale co ty tu robisz?
- To chyba nie powinno cię obchodzić. - powiedziałam oschle, prubując wstać. Niestety znów ten cholerny ból nogi. Od razu znów upadłam na ziemię
- Coś cię boli? - spytał.
- Nie.
- Przecież widzę. - powiedział i wziął mnie na ręce.
- Możesz mnie puścić? - spytałam wkurzona.
- I tak sama byś nie doszła. Gdzie szłaś?
- Po klucze. - odpowiedziałam. Po drodze spotkaliśmy rozgrywającego, który wziął ode mnie klucze. Po chwili spotkaliśmy Piszczka i Lewandowskiego.
- No stary, pięć minut cię zostawić, a ty już jakąś laskę wyrwałeś. - zaśmiał się Robert.
- Cześć. - powiedziałam.
- Anka, jak ja dawno cię nie widziałem. - zaśmiał się Łukasz, całując mnie w policzek.
- Aaaa, i gratulacje. Słyszałam o tobie i o Magdzie. - powiedziałam
- Ej no, wy tu wszyscy się znacie? - spytał Robert.
- No jak widzisz stara miłość nie rdzewieje. - powiedział Piszczek, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Robert jestem. - podał mi rękę.
- Anka, dla znajomych ruda.
Wojtek zaniósł mnie pod mój pokój.
- To już tu dzięki. - uśmechnęłam się lekko.
- Nigdy nie żałowałaś, że ze mną nie wyjechałaś?
- Hmm. Nie zastanawiałam się nad tym. - odpowiedziałam szybko.
Nie zastanawiałam się? Przepłakałam dwa tygodnie. Wyobrażałam sobie, jak mogłoby tam być.
- Muszę już lecieć. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - powiedział i odszedł.
Pociągnęłam za klamkę. Drzwi były zamkniętę.
- Igła, otwórz. - powiedziałam.
- Nie wiem kim jesteś. - szybko odpowiedział.
- No przecież Wiśniewską. - odpowiedziałam znudzona.
- Nie jestem dość pewny, że to ty...
- Igła pacanie otwieraj te drzwi. - krzyknęłam.
- No, już jestem pewny na 100%. - uśmiechnął się otwierając mi drzwi.
- I ja mam z tobą mieszkać w jednym pokoju miesiąc? - zaśmiałam się. - Ej ty to nagrywasz?
- Wszystko się nagrywa. Może byś się przedstwaiła państwu.
- Dzień dobry. Anka jestem. - pomachałam ręką. Do pokoju wpadł Kubiak.
- Eee wy tam schodzić na dół jakieś zebranie jest. - powiedział.
Powoli schodziłam. Noga nie przestawała mnie boleć. Łukasz widząc to wziął mnie na barana, mimo że ja odmawiałam.
Na dole byli już wszyscy m.in siatkaże, piłkarze itp. Na początek jakiś facet zaczął przemowę. Później zostali już tylko siatkarze i reszta sztabu. Dowiedziałam się, że będziemy mięli nową fizjoterapeutkę. Właśnie w tej chwili zaczęła nam się przedstawiać.
- Hej, mam na imię Patrycja Skalska. Będę nową fizjoterapeutką. Z boku, dało się słyszeć z ust Bartmana: Niezła dupa. Spojrzałam na niego, a on momentalnie posłał mi swój uśmiech.
Patrycja podchodziła do każdego, żeby się przedstawić. Była to wysoka blondynka o zielonych oczach. Na pozór wydawała się być miła.
Podeszła do mnie.
- Widzę, że w końcu nie będę tu jedyną dziewczyną. - zaśmiałam się podając jej rękę.
- Do czasu. Postaram się żebyś wyleciała stąd jak najszybciej. - powiedziała szeptem. Co za wredna baba.
- Oj, żebyś nie przeliczyła swoich możliwości. - uśmiechnęłam się chytrze, kiedy odeszła. Coś czuję, że nie zostaniemy koleżankami.
Poszliśmy na stołówce. Było tam mnóstwo osób.
- Może się do nas dosiądziesz? - spytał Robert.
- Innym razem. - uśmiechnęłam się i przeszłam dalej. Przechodzą usłyszałam, jak Błaszczykowski mówi do Lewego: ,, Ostra, lubię takie". Usiadłam obok siatkarzy.
Igła oczywiście wszystko nagrywał. Nałożyłam sobie posiłek i zaczęłam jeść.
- Fajna dziewczyna z tej Patrycji. - przyznał z uznaniem Dziku.
- No niezła jest. - poparł go Bartman.
- A ty jak uważasz? - spytał mnie Kubiak.
- No wiesz, ja raczej w urodzie damskiej nie gustuję. Ale czuję, że raczej się nie zaprzyjaźnimy. - zaśmiałam się.
- A co już była jakaś sprzeczka? - spytał Rucek.
- Nie wiem czy można to tak nazwać. - wzruszyłam ramionami.
- Anka, ty to masz układy z tymi piłkarzami. - zaśmał się dosiadający do nas Karol.
- O co ci chodzi, przecież tylko się z nimi zapoznałam. - powiedziałam.
- No wiesz. To nie pod moimi drzwiami pokoju stoi kosz róż z karteczką: Może się spotkamy?
- A skąd wiesz, że to od ktoregoś z piłkarzy.
- No u nas wśród siatkarzy, nie ma drugiego Lewandowskiego. - zaśmiał się.
- A kto cię wogóle upoważnił do czytania cudzych liścików? - spytałam oburzona.
- No mąż musi wiedzieć, czy żona go nie zdradza.
Po chwili ktoś rzucił do mnie pogiętą serwetkę. Wyprostowałam ją i odczytałam: Dasz mi swój nr?
- O nie panowie, chcą nam odbić naszą panią fotograf. - zaśmiał się Igła.
Odpisałam: Raczej nie, ale chyba, że jakbyś zaśpiewał na całą stołówkę : Call me maybe. Możliwe, że bym się zgodziła. Lubię odważnych mężczyzn.
Bartman wyrwał mi serwetkę i przeczytał na głos, po czym wszyscy się roześmiali. Jestem pewna, że tego nie zrobi. Przecież wszyscy by go wyśmiali.
- Stawiam dyche, że nie zaśpiewa. - powiedział Winiar.
- Ja dwie, że jednak zaśpiewa. - powiedział Kubiak, gdy ja odrzuciłam serwetkę do stolika piłkarzy. Byłam pewna, że nadawcą jej był Robert.
Wpadłam do pokoju, a tam ujrzałam zakładającego spodnie Karola, bez koszulki.
- Aż tak cię do mnie ciągnie? - uśmiechnął się chytro.
- Sory, myślałam że śpisz.
- Nic się nie stało. - w tym momęcie zakładał koszulkę, a ja stałam jak debil i mu się przyglądałam.
- Nigdy nie widziałaś faceta bez koszulki? Jeśli tak, to uwierz mi mało w życiu widziałaś. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. Wiesz co mnie zastanawia? Jak taki fajny chłopak nie ma dziewczyny?
- Nie chcę zdradzać żony. - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
- A tak na serio?
- Nie no mam dziewczynę... A nazywa się ona Siatkówka. - odpowiedział filozoficznie.
- No Karol, aż łezka w oku się kręci... - otarłam ją teatralnie.
- No ja tu ci się zwierzam, a ty się wyśmiewasz. - strzelił focha.
- Zrobiłam kanapki. - powiedziałam.
- I na dodatek chcesz mnie przekupić.
- Ja? No wiesz co? Idę napić się kawy, którą też zrobiłam.
- Przekonałaś mnie. - wybieg z pokoju.
Kłos wziął mój bagaż i wyszedł zamówić taksówkę. Ja zamknęłam drzwi i wyszłam za nim. Przed bramą ujrzałam Karola i Andrzeja.
- No witam sąsiadkę. - uśmiechnął się Wrona.
- A witam. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Po chwili oczekiwania nadjechała taksówka. Szybko dojechaliśmy pod salę. Wsiedliśmy do autobusu, w którym byli już wszyscy, a mianowicie: Nasz trójka, Zati, Bartek, Woicki, Winiar. Zajęłam miejsce tradycyjnie na tyle. W końcu szlachta siedzi z tyłu:P.
Siedziałam między Karolem a Zatim. Tradycyjnie zaczęłam słuchać muzyki. Po kilku minutach zaczęłam czytać książkę. Chłopaki rozmawiali między sobą, a ja nie chciałam się wtrącać. Cały czas myślałam o Bartku. Dlaczego nie może być tak jak dawniej? Wiem, że muszę o nim zapomnieć ale to trudne. Cholernie trudne.
Po pięciu godzinach jazdy wreszcie dojechaliśmy do Spały. Okazało się, że czekali tam jedynie na nas, bo wszyscy już dojechali. Karol wziął moją walizkę i weszliśmy do ośrodka. Na progu powitał mnie Igła.
- O, Anka?
- No jak widzisz. - uśmiechnęłam się.
- Zbyszek? - krzyknął do niego, ktory stał z tyłu. - Zobacz kto przyjechał.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, że będziesz? - spytał przytulacjąc mnie.
- A zmieniłoby to coś? - roześmiałam się.
- Nie, ale...A z resztą nie ważne. - powiedział i pociągnął mnie za sobą.
Przydzielili mi pokój z Igłą i Łukaszem. Oczywiście jakieś pięć minut temu ze wszystkimi się zapoznałam.
Poszłam za Łukaszem i Krzyśkiem do pokoju. Najpierw musięliśmy wjechać windą. Znaczy nie musieliśmy, ale z racji tego, że jesteśmy leniami wybraliśmy tą opcję. Ustałam przed drzwiami tak jak oni czekając aż chłopaki otworzą.
- No otwierajcie. - uśmiechnęłam się.
- A ty nie wzięłaś kluczyka? - spytał Igła.
- No myślałam, że wy wzięliście. - Dobra to ja już po niego pójdę. - oddałam im swoją walizkę i skierowałam się z powrotem do windy. Wyszłam z niej i szybko pognałam przed siebie. Po drodze na kogoś wpadłam.
- Jak leziesz idioto - spytałam wkurzona leżąc już na podłodze.
- Nic się nie zmeniłaś. - usłaszałam czyiś głos. To on... Jego głos rozpoznam zawsze.
- Co ty tu robisz? - spytałam widząc... Wojtka. Tak tego Wojtka Szczęsnego.
- Przyjechało nas kilku. Porposzono nas, abyśmy potrenowali trochę chłopaków ze Spały... ale co ty tu robisz?
- To chyba nie powinno cię obchodzić. - powiedziałam oschle, prubując wstać. Niestety znów ten cholerny ból nogi. Od razu znów upadłam na ziemię
- Coś cię boli? - spytał.
- Nie.
- Przecież widzę. - powiedział i wziął mnie na ręce.
- Możesz mnie puścić? - spytałam wkurzona.
- I tak sama byś nie doszła. Gdzie szłaś?
- Po klucze. - odpowiedziałam. Po drodze spotkaliśmy rozgrywającego, który wziął ode mnie klucze. Po chwili spotkaliśmy Piszczka i Lewandowskiego.
- No stary, pięć minut cię zostawić, a ty już jakąś laskę wyrwałeś. - zaśmiał się Robert.
- Cześć. - powiedziałam.
- Anka, jak ja dawno cię nie widziałem. - zaśmiał się Łukasz, całując mnie w policzek.
- Aaaa, i gratulacje. Słyszałam o tobie i o Magdzie. - powiedziałam
- Ej no, wy tu wszyscy się znacie? - spytał Robert.
- No jak widzisz stara miłość nie rdzewieje. - powiedział Piszczek, a ja zgromiłam go wzrokiem.
- Robert jestem. - podał mi rękę.
- Anka, dla znajomych ruda.
Wojtek zaniósł mnie pod mój pokój.
- To już tu dzięki. - uśmechnęłam się lekko.
- Nigdy nie żałowałaś, że ze mną nie wyjechałaś?
- Hmm. Nie zastanawiałam się nad tym. - odpowiedziałam szybko.
Nie zastanawiałam się? Przepłakałam dwa tygodnie. Wyobrażałam sobie, jak mogłoby tam być.
- Muszę już lecieć. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - powiedział i odszedł.
Pociągnęłam za klamkę. Drzwi były zamkniętę.
- Igła, otwórz. - powiedziałam.
- Nie wiem kim jesteś. - szybko odpowiedział.
- No przecież Wiśniewską. - odpowiedziałam znudzona.
- Nie jestem dość pewny, że to ty...
- Igła pacanie otwieraj te drzwi. - krzyknęłam.
- No, już jestem pewny na 100%. - uśmiechnął się otwierając mi drzwi.
- I ja mam z tobą mieszkać w jednym pokoju miesiąc? - zaśmiałam się. - Ej ty to nagrywasz?
- Wszystko się nagrywa. Może byś się przedstwaiła państwu.
- Dzień dobry. Anka jestem. - pomachałam ręką. Do pokoju wpadł Kubiak.
- Eee wy tam schodzić na dół jakieś zebranie jest. - powiedział.
Powoli schodziłam. Noga nie przestawała mnie boleć. Łukasz widząc to wziął mnie na barana, mimo że ja odmawiałam.
Na dole byli już wszyscy m.in siatkaże, piłkarze itp. Na początek jakiś facet zaczął przemowę. Później zostali już tylko siatkarze i reszta sztabu. Dowiedziałam się, że będziemy mięli nową fizjoterapeutkę. Właśnie w tej chwili zaczęła nam się przedstawiać.
- Hej, mam na imię Patrycja Skalska. Będę nową fizjoterapeutką. Z boku, dało się słyszeć z ust Bartmana: Niezła dupa. Spojrzałam na niego, a on momentalnie posłał mi swój uśmiech.
Patrycja podchodziła do każdego, żeby się przedstawić. Była to wysoka blondynka o zielonych oczach. Na pozór wydawała się być miła.
Podeszła do mnie.
- Widzę, że w końcu nie będę tu jedyną dziewczyną. - zaśmiałam się podając jej rękę.
- Do czasu. Postaram się żebyś wyleciała stąd jak najszybciej. - powiedziała szeptem. Co za wredna baba.
- Oj, żebyś nie przeliczyła swoich możliwości. - uśmiechnęłam się chytrze, kiedy odeszła. Coś czuję, że nie zostaniemy koleżankami.
Poszliśmy na stołówce. Było tam mnóstwo osób.
- Może się do nas dosiądziesz? - spytał Robert.
- Innym razem. - uśmiechnęłam się i przeszłam dalej. Przechodzą usłyszałam, jak Błaszczykowski mówi do Lewego: ,, Ostra, lubię takie". Usiadłam obok siatkarzy.
Igła oczywiście wszystko nagrywał. Nałożyłam sobie posiłek i zaczęłam jeść.
- Fajna dziewczyna z tej Patrycji. - przyznał z uznaniem Dziku.
- No niezła jest. - poparł go Bartman.
- A ty jak uważasz? - spytał mnie Kubiak.
- No wiesz, ja raczej w urodzie damskiej nie gustuję. Ale czuję, że raczej się nie zaprzyjaźnimy. - zaśmiałam się.
- A co już była jakaś sprzeczka? - spytał Rucek.
- Nie wiem czy można to tak nazwać. - wzruszyłam ramionami.
- Anka, ty to masz układy z tymi piłkarzami. - zaśmał się dosiadający do nas Karol.
- O co ci chodzi, przecież tylko się z nimi zapoznałam. - powiedziałam.
- No wiesz. To nie pod moimi drzwiami pokoju stoi kosz róż z karteczką: Może się spotkamy?
- A skąd wiesz, że to od ktoregoś z piłkarzy.
- No u nas wśród siatkarzy, nie ma drugiego Lewandowskiego. - zaśmiał się.
- A kto cię wogóle upoważnił do czytania cudzych liścików? - spytałam oburzona.
- No mąż musi wiedzieć, czy żona go nie zdradza.
Po chwili ktoś rzucił do mnie pogiętą serwetkę. Wyprostowałam ją i odczytałam: Dasz mi swój nr?
- O nie panowie, chcą nam odbić naszą panią fotograf. - zaśmiał się Igła.
Odpisałam: Raczej nie, ale chyba, że jakbyś zaśpiewał na całą stołówkę : Call me maybe. Możliwe, że bym się zgodziła. Lubię odważnych mężczyzn.
Bartman wyrwał mi serwetkę i przeczytał na głos, po czym wszyscy się roześmiali. Jestem pewna, że tego nie zrobi. Przecież wszyscy by go wyśmiali.
- Stawiam dyche, że nie zaśpiewa. - powiedział Winiar.
- Ja dwie, że jednak zaśpiewa. - powiedział Kubiak, gdy ja odrzuciłam serwetkę do stolika piłkarzy. Byłam pewna, że nadawcą jej był Robert.
sobota, 4 maja 2013
ROZDZIAŁ 25
Dziś pan Konrad dał mi dzień wolnego. Wstałam około 10.00. Oczywiście chłopaków juz nie było. Dziś mają poranny trening. Poszłam do łazienki wziąć prysznic. Nałożyłam lekki makijaż i rozczesałam włosy. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/770027 i poszłam do kuchni. Zjadłam kanapki. Postanowiłam najpierw pojechać do fundacji. Dziś gośćmi w niej byli skoczkowie. A minowicie: Piotr Żyła, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. Przywitałam się z nimi i zaczęłam robić zdjęcia. Chyba najlepsze wrażenie najbardziej zrobił na mnie Piotr Żyła. Cały czas uśmiechnięty, optymistyczny, zabawny, skromny. Reszta skoczków też była równie sympatyczna. Porozmawialiśmy jeszcze trochę i stwierdziłam, że odwiedzę resztę dzieciaków. Jadąc do fundacji kupiłam dużo zabawek. Mam nadzieję, że starczy dla wszystkich.
Gdy już obeszłam prawie 200 dzieciaków postanowiłam jechać do domu. Na miejscu przebrałam się: http://allani.pl/zestaw/769853 i zaczęłam robić generalne porządki. Ja się pytam, czy ktoś tu wogóle kiedykolwiek sprzątał?
Sprzątanie w domu zajęło mi jakieś trzy godziny. Postanowiłam popracować trochę w ogrodzie. Wyszłam na dwór. Od sąsiadów dobiegały odgłosy głośnej muzyki i warczącej kosiarki. O nie, tak to nie będzie. Podeszłam do bramy. Chyba mięliśmy z Karolem nowych sąsiadów.
- Przepraszam? - krzyknęłam do faceta, który kosił trawę. Był on bardzo wysoki, podkreślę: bardzo. Może jest sportowcem? - Przepraszam? - powtorzyłam czynność, aż w końcu mnie usłyszał.
- Słucham? - wyłączył kosiarkę.
- Może pan przyciszyć tą muzykę? Albo przynajmniej wyłączyć kosiarkę? - spytałam wściekła.
- A co sąsiadka taka zdenerwowana? - spytał.
- Nie jestem zdnerwowana. Po prostu nie mieszka pan tu sam. - To jak będzie?
- A tak wogóle to Andrzej jestem. - podał mi rękę.
- Anka. - Ale proszę nie zmieniać tematu. - lekko się uśmiechnęłam.
- No cóż głupio się tak od razu z sąsiadami kłócić. - podrapał się po głowie i poszedł wyłączyć muzykę. - Długo tu mieszkasz?
- A co sąsiedzi na mnie narzekają? - zaśmiałam się.
- Nie nie. Jak widzisz ja niedawno się wprowadziłem. - kontynuował rozmowę. - Może wpadnę potem do ciebie? Albo ty do mnie? Napijemy się kawy. - zaproponował.
- Nie mieszkam sama.
- Czyli zajęta? - spytał bezradnie.
- Muszę isć. Obowiązki wzywają. - powiedziałam i odeszłam od bramy.
Skosiłam trawę, poprzycinałam kilka krzewów. Mój nowy sąsiad również cały czas coś robił w ogrodzie. Może mi się zdaje, ale na okragło mi się przypatruje. Wróciłam do domu i poszłam pod prysznic. Przebrałam się w to co założyłam na początku dnia i zaczęłam robić obiad. W tej samej chwili chłopaki wrócili z treningu.
- Widziałaś kogo macie za sąsiada? - spytał Bartek a ja sięgnęłam po butelkę wody. Otworzyłam ją i zaczęłam pić.
- Kogo?
- No Andrzeja Wronę. Też siatkarz. - dodał, a ja omało co nie zadławiłam się woda.
- Siatkarz? - spytałam.
- A co już się zapoznałaś z moim przyjacielem? - zapytał Karol.
- Można tak powiedziać. - roześmiałam się i powróciłam do robienia obiadu. Postanowiłam zrobić sałatkę, i kurczaka z ryżem. Oczywiście przepis wyszukałam w internecie. Gdy skończyłam usiedliśmy razem do stołu. Zaczęliśmy jeść, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Karol zaoferował się, że pójdzie otworzyć.
- O cześć stary. - usłyszałam głos Kłosa.
- No siema. A tu nie mieszka z wami przypadkiem jakaś dziewczyna? - usłyszałam głos sąsiada.
- Mieszka. Wchodź.
Chciałam zapaść się pod ziemię. Bartek znał już Andrzeja, z tego co mówił. Nasz sąsiad wszedł do środka i przwyitał się.
- Witam sąsiadkę. - podał mi rękę. - A co tu tak ładnie pachnie? - spytał.
- Może zjesz z nami? - spytałam.
- Kobiecie się nie odmawia. - uśmiechnął się i usiadł przy stole.
Zjedliśmy razem posiłek. Chłopacy cały czas opowiadali sobie o swoim życiu a ja postanowiłam nie wtrącać się do rozmowy. Pozmywałam naczynia i poszłam do swojego pokoju. Nagle do pokoju przyszedł Bartek.
- Andrzej już poszedł? - spytałam.
- Tak. Dzięki, że mnie przygarnełaś, będę się już zbierał.
- Jak chcesz, to jeszcze możesz zostać. - sama nie wiem dlaczego to powiedziałam. Nadal czułam coś do niego, ale przecież sama niedawno mu powiedziałam, że go nie kocham. Gdyby można było cofnąć czas...
- Nie, już i tak tyle tu pomieszkiwałem. Cześć. - powiedział i wyszedł. Teraz zdałam sobie sprawę, że straciłam go na zawsze.
Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
*********************************************************************
To już jutro wyjazd. Wstałam i ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/770044 . Zadzwoniłam do taty, aby go poinformować o wyjeździe. Może zbytnio się nie ucieszył, ale wiem, że jest ze mnie dumny.
Poszłam do kuchni. Zjadłam jogurt i wypiłam szklankę soku. Karol wyszedł z łazienki i pojechaliśmy do pracy.
Na ich terningu zrobiłam kilka zdjęć. Pan Konrad zwołał zebranie dla tych siatkarzy, którzy jutro jadą do Spały. Miał tam również być prezez PZPS.
Weszliśmy do specjalnej sali i zajęliśmy miejsca. Siedziałam obok Karola. Najpierw ten prezes zaczął swoją przemowę. Później rzucił jakiś żart.
- Uśmiechaj się. - stuknął mnie Karol.
- Co? - nie dosłyszałam
- Uśmiechaj się.
- Po co?
- Taki typ człowieka. Myśli, że jest zabawny. Zawsze co roku tak jest. - wytłumaczył Kłos, a ja zaczęłam sztucznie się uśmiechać.
Według tego co powiedział prezes wszyscy mamy stawić się pod halą w Bełchatowie o 6.00. W Spale mamy być około miesiąca.
Po spotkaniu pojechaliśmy do domu razem z Karolem. Po drodze dowiedziałam się, że Wrona także został powołany.
Gdy weszłam, od razu zaczęłam się pakować. Do pokoju wszedł Karol
- To jak jedziemy do spożywczaka? - zatarł ręce.
- No fakt, przyda się na drogę jakiś sok czy coś. - podniosłam się z krzesła.
Postanowiliśmy pojechać do biedronki. Wzięliśmy jeden koszyk. Karol jak opentany wrzucał różne batoniki, żelki.
- Eeee, Kłosie, a wy tam żadnej diety nie macie? Możecie pozwolić sobie na tyle słodyczy?
- Nie, ale nikt się nie dowie... - powiedział z uśmiechem.
Po zrobionych zakupach wróciliśmy do domu. Byłam strasznie zmęczona. Do tego zaczęła boleć mnie noga. Nie było sensu jechać do lekarza. I tak to nic nie pomoże. Łyknęłam tabletkę przeciwbólową. Nagle zadzwonił mój telefon: Kamil.
- No hej. - powiedziałam.
- Wiesz jak się o ciebie martwiłem?
- Wiem wiem, ale jest okay.
- Jutro chyba się zobaczymy. - powiedział radośnie.
- Będziesz w spale?
- No chyba zapomniałaś, że masz przyjaciela siatkarza. - roześmiał się. - Może do kadry mnie jeszcze nie powołano, ale w przyszłości? Kto wie... - rozmarzył się.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. W końcu jutro będziemy mogli się wygadać. Poszłam wziąć prysznic. Po chwili zasnęłam.
Gdy już obeszłam prawie 200 dzieciaków postanowiłam jechać do domu. Na miejscu przebrałam się: http://allani.pl/zestaw/769853 i zaczęłam robić generalne porządki. Ja się pytam, czy ktoś tu wogóle kiedykolwiek sprzątał?
Sprzątanie w domu zajęło mi jakieś trzy godziny. Postanowiłam popracować trochę w ogrodzie. Wyszłam na dwór. Od sąsiadów dobiegały odgłosy głośnej muzyki i warczącej kosiarki. O nie, tak to nie będzie. Podeszłam do bramy. Chyba mięliśmy z Karolem nowych sąsiadów.
- Przepraszam? - krzyknęłam do faceta, który kosił trawę. Był on bardzo wysoki, podkreślę: bardzo. Może jest sportowcem? - Przepraszam? - powtorzyłam czynność, aż w końcu mnie usłyszał.
- Słucham? - wyłączył kosiarkę.
- Może pan przyciszyć tą muzykę? Albo przynajmniej wyłączyć kosiarkę? - spytałam wściekła.
- A co sąsiadka taka zdenerwowana? - spytał.
- Nie jestem zdnerwowana. Po prostu nie mieszka pan tu sam. - To jak będzie?
- A tak wogóle to Andrzej jestem. - podał mi rękę.
- Anka. - Ale proszę nie zmieniać tematu. - lekko się uśmiechnęłam.
- No cóż głupio się tak od razu z sąsiadami kłócić. - podrapał się po głowie i poszedł wyłączyć muzykę. - Długo tu mieszkasz?
- A co sąsiedzi na mnie narzekają? - zaśmiałam się.
- Nie nie. Jak widzisz ja niedawno się wprowadziłem. - kontynuował rozmowę. - Może wpadnę potem do ciebie? Albo ty do mnie? Napijemy się kawy. - zaproponował.
- Nie mieszkam sama.
- Czyli zajęta? - spytał bezradnie.
- Muszę isć. Obowiązki wzywają. - powiedziałam i odeszłam od bramy.
Skosiłam trawę, poprzycinałam kilka krzewów. Mój nowy sąsiad również cały czas coś robił w ogrodzie. Może mi się zdaje, ale na okragło mi się przypatruje. Wróciłam do domu i poszłam pod prysznic. Przebrałam się w to co założyłam na początku dnia i zaczęłam robić obiad. W tej samej chwili chłopaki wrócili z treningu.
- Widziałaś kogo macie za sąsiada? - spytał Bartek a ja sięgnęłam po butelkę wody. Otworzyłam ją i zaczęłam pić.
- Kogo?
- No Andrzeja Wronę. Też siatkarz. - dodał, a ja omało co nie zadławiłam się woda.
- Siatkarz? - spytałam.
- A co już się zapoznałaś z moim przyjacielem? - zapytał Karol.
- Można tak powiedziać. - roześmiałam się i powróciłam do robienia obiadu. Postanowiłam zrobić sałatkę, i kurczaka z ryżem. Oczywiście przepis wyszukałam w internecie. Gdy skończyłam usiedliśmy razem do stołu. Zaczęliśmy jeść, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Karol zaoferował się, że pójdzie otworzyć.
- O cześć stary. - usłyszałam głos Kłosa.
- No siema. A tu nie mieszka z wami przypadkiem jakaś dziewczyna? - usłyszałam głos sąsiada.
- Mieszka. Wchodź.
Chciałam zapaść się pod ziemię. Bartek znał już Andrzeja, z tego co mówił. Nasz sąsiad wszedł do środka i przwyitał się.
- Witam sąsiadkę. - podał mi rękę. - A co tu tak ładnie pachnie? - spytał.
- Może zjesz z nami? - spytałam.
- Kobiecie się nie odmawia. - uśmiechnął się i usiadł przy stole.
Zjedliśmy razem posiłek. Chłopacy cały czas opowiadali sobie o swoim życiu a ja postanowiłam nie wtrącać się do rozmowy. Pozmywałam naczynia i poszłam do swojego pokoju. Nagle do pokoju przyszedł Bartek.
- Andrzej już poszedł? - spytałam.
- Tak. Dzięki, że mnie przygarnełaś, będę się już zbierał.
- Jak chcesz, to jeszcze możesz zostać. - sama nie wiem dlaczego to powiedziałam. Nadal czułam coś do niego, ale przecież sama niedawno mu powiedziałam, że go nie kocham. Gdyby można było cofnąć czas...
- Nie, już i tak tyle tu pomieszkiwałem. Cześć. - powiedział i wyszedł. Teraz zdałam sobie sprawę, że straciłam go na zawsze.
Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
*********************************************************************
To już jutro wyjazd. Wstałam i ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/770044 . Zadzwoniłam do taty, aby go poinformować o wyjeździe. Może zbytnio się nie ucieszył, ale wiem, że jest ze mnie dumny.
Poszłam do kuchni. Zjadłam jogurt i wypiłam szklankę soku. Karol wyszedł z łazienki i pojechaliśmy do pracy.
Na ich terningu zrobiłam kilka zdjęć. Pan Konrad zwołał zebranie dla tych siatkarzy, którzy jutro jadą do Spały. Miał tam również być prezez PZPS.
Weszliśmy do specjalnej sali i zajęliśmy miejsca. Siedziałam obok Karola. Najpierw ten prezes zaczął swoją przemowę. Później rzucił jakiś żart.
- Uśmiechaj się. - stuknął mnie Karol.
- Co? - nie dosłyszałam
- Uśmiechaj się.
- Po co?
- Taki typ człowieka. Myśli, że jest zabawny. Zawsze co roku tak jest. - wytłumaczył Kłos, a ja zaczęłam sztucznie się uśmiechać.
Według tego co powiedział prezes wszyscy mamy stawić się pod halą w Bełchatowie o 6.00. W Spale mamy być około miesiąca.
Po spotkaniu pojechaliśmy do domu razem z Karolem. Po drodze dowiedziałam się, że Wrona także został powołany.
Gdy weszłam, od razu zaczęłam się pakować. Do pokoju wszedł Karol
- To jak jedziemy do spożywczaka? - zatarł ręce.
- No fakt, przyda się na drogę jakiś sok czy coś. - podniosłam się z krzesła.
Postanowiliśmy pojechać do biedronki. Wzięliśmy jeden koszyk. Karol jak opentany wrzucał różne batoniki, żelki.
- Eeee, Kłosie, a wy tam żadnej diety nie macie? Możecie pozwolić sobie na tyle słodyczy?
- Nie, ale nikt się nie dowie... - powiedział z uśmiechem.
Po zrobionych zakupach wróciliśmy do domu. Byłam strasznie zmęczona. Do tego zaczęła boleć mnie noga. Nie było sensu jechać do lekarza. I tak to nic nie pomoże. Łyknęłam tabletkę przeciwbólową. Nagle zadzwonił mój telefon: Kamil.
- No hej. - powiedziałam.
- Wiesz jak się o ciebie martwiłem?
- Wiem wiem, ale jest okay.
- Jutro chyba się zobaczymy. - powiedział radośnie.
- Będziesz w spale?
- No chyba zapomniałaś, że masz przyjaciela siatkarza. - roześmiał się. - Może do kadry mnie jeszcze nie powołano, ale w przyszłości? Kto wie... - rozmarzył się.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. W końcu jutro będziemy mogli się wygadać. Poszłam wziąć prysznic. Po chwili zasnęłam.
czwartek, 2 maja 2013
ROZDZIAŁ 24
- Jak nie chcesz mówić to nie. Ale uwierz, że jak komuś się wygadasz to będzie ci lepiej.
- Bartek, już nic nie będzie lepiej.
- Rozmawiałem z Magdą... - powiedział. - Rozstaliśmy się. - Teraz twoja kolej... ja już ci powiedziałem co leżało mi na sercu.
Może on ma rację. Czuję, że mu ufam.
- Mam raka. - wypaliłam nagle, a on się roześmiał.
- Nie no ale tak na serio. No to mów.
- Sama też tak zareagowałam. Chyba naprawdę, doceniamy coś, kiedy prawie to tracimy.
- Anka... - zaczął.
- Nie musisz nic mówić, ani mnie pocieszać. Trzy tygodnie to dość dużo czasu... - zaczęła mi lecieć łza.
- Nie mogę w to uwierzyć... - powiedział.
- Boję się... A co jeśli ten lekarz się mylił... i ja w każdej chwili mogę umrzeć? - zaczęłam panikować.
- Nie mów tak. Ale zrobili ci jakieś dodatkowe badania?
- Tak, za tydzień mam je odebrać.
- A tak więc to nic pewnego?
- Bartek, ja też chcę w to wierzyć... Ale ten lekarz wyraźnie powiedział, że po trzech tygodniach... - zabrakło mi tchu i ponownie zaczęłam płakać.
- Pamiętaj, że masz wsparcie, nigdy cię nie zostawimy. - przytulił mnie.
- Starczy tych czułości. - odsunęłam się od niego.
- Anka? Muszę ci coś powiedzieć...
- No to mów.
- Bo ja chodziłem z Magdą tylko po to by zrobić tobie na złość. Ja się w tobie zakochałem.
Jeszcze kilka dni temu na te słowa skakałabym z radości, ale teraz? Nie mogę się z nim związać, nie teraz kiedy prawię umieram. Zniszczę mu życie. On musi o mnie zapomnieć.
- Bartek, bo ty chyba coś źle zrozumiałeś. Ja cię kocham, ale tylko jako przyjaciela, nic więcej. - skłamałam.
- Jak przyajciela? Czyli się wygłupiłem? Przepraszam, wydawało mi się, że jednak...
- Wydawało ci się. - poleciała mi po policzku pojedyncza łza.
- Wiedz, że ja zawsze będę cię kochał. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Bartek, po prostu zapomnij o mnie. Te trzy tygodnie szybko zlecą. Znajdziesz fajniejszą dziewczynę. Weźmiecie ślub, bedziecie mięli dzieci. - wyliczałam, kiedy on nagle mnie pocałował w usta. Nie. Stop Wiśniewska. Nie możesz tego sobie zrobić, ani jemu. Spiepszysz mu życie.
Oderwałam się od niego.
- I tak cię będę kochał. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. To był Karol. Byłam pewna, że Bartek mu wszystko opowie. Dla mnie to i tak lepiej. Nie będę musiała dwa razy tego przeżywać.
Poszłam do kuchni. Przy stole siedzieli współlokatorzy. Na mój widok zaprzestali rozmawiać.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niego jogurth. Usiadłam obok nich i zaczęłam go jeść.
- No to słucham. - powiedziałam.
- Ale, że co? - spytał Karol.
- No przecież wiem, że będziecie mnie pocieszać, że może nie umrę, że muszę być silna.
- Pamiętaj, że nie jesteś z tym wszystkim sama. - powiedział Kłos i podszedł mnie przytulić.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko. - Macie po południu trening? - spytałam, a oni pokiwali twierdząco głową. - No to ja idę z wami.
- Na pewno chcesz iść? - spytał Bartek.
- Tak.
Powoli zbieraliśmy się na trening. Wsiedliśmy do samochodu Bartka. Po dojechaniu na miejsce weszliśmy do hali. Postanowiłam iść do pana prezesa i przeprosić za to, że dziś nie przyszłam. Zapukałam do drzwi.
- Panie Konradzie, ja chciałam. - zaczęłam ale on mi przerwał.
- Wiem o wszystkim. Bartek mnie poimformował. Nie martw się, nie zwolnię cię, jak bedziesz mogła przyjść to przyjdź. - powiedział i mnie przytulił.
- Dziękuję.
Wyszłam z gabinetu i udałam się na halę. Chłopaki chyba nic nie wiedzieli o mojej chorobie, bo zachowywali się normalnie. Ja postanowiłam unikać Bartka po naszym ostatnim pocałunku.
Gdy skończyłam robić zdjęcia poszłam na tybuny. Siedziałam i przypatrywałam się chłopakom.
- Hej. - pocałował mnie w policzek Aleks.
- No hej. - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Niedługo jadę do Serbii... Może pojechałabyś ze mną? - spytał. Zdziwiłam się tym.
- Chciałabym, ale nie mogę. Mam tu pracę, przyjaciół. - wyliczałam.
- Rozumiem. - powiedział i poszedł.
Po skończonym treningu chłopaki poszli, a ja wzięłam piłkę i zaczęłam ją podbijać. Zaczęłam serwować... Tak, tego mi było trzeba. Kiedy przestałam odbijac, usiadłam na środku i zaczęłam płakać. Poczułam, że ktoś mnie przytula. To był Karol.
- Chodź, jedziemy.
Wstałam i poszłam za nim. Bez żadnych rozmów po drodze, wróciliśmy do domu. Wzięłam kompiel i zadzwoniłam do Magdy. Opowiedziałam jej o wszytkim. Ona też zaczęła płakać.
- Nie rycz głupia. - powiedziałam i teraz obie płakałyśmy.
- Anka, pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Mam proźbę, mogłabyś zadzwonić do Kamila? Opowiedz mu o wszytkim, ja nie mam na to siły.
- Jasne.
Pogadałyśmy jeszcze chwile. Przebrałam się w pidżamę i poszłam spać.
**************************************************************************
Siedem dni minęło dość szybko. Nie odwiedzałam chłopaków. Siedziałam zamknięta w swoim pokoju. Codziennie ,,pilnował" mnie ktoś inny. A to Bartek a to Karol. Martwili się o mnie. Wstałam zaspana i poszłam pod prysznic. To dziś dowiem się ile dokładnie bedę żyła. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/768397 i poszłam coś zjeść. Zrobiłam sobie kanapki. Po śniadaniu wzięłam kluczyki i pojechałam do lekarza.
Siedząc na korytarzu, układałam sobie różne scenariusze. Po chwili wyszedł ten sam lekarz co wtedy.
- Pani Anna Wiśniewska. - powiedział, a ja wstałam i weszłam do gabinetu.
Wziął do ręki jakąś kartkę i bacznie się jej przyglądał.
- Może mi pan w końcu powiedzić kiedy umrę? - spytałam zdenerwowana. On tylko spojrzał jeszcze raz na mnie. Przeprosił mnie i na chwilę opuścił swój gabinet. Po paru minutach wszedł i powiedział.
- Przepraszam panią, ale zaszła chyba jakaś zbieżnosć imion i nazwisk. Mięliśmy w tamtym dniu dwie osoby o takim samym imieniu i nazwisku. Bardzo panią przepraszamy. Badania nic nie wykazały, po prostu jest pani przemęczona i tyle.
- To znaczy, że pomyliliście wyniki?
- Tak, jeszcze raz przepraszamy.
Poczułam się jakbym dostała nowe życie. Uścisnęłam dłoń lekarza i wyszłam ze szpitala. Współczuję tamtej kobiecie, która jest jednak chora. Nikt nie chciałby się dowiedzieć, że ma raka. Postanowiłam pojechać do tamtego kościoła, w którym byłam tydzień temu.
- Szczęść Boże. - powiedziałam widząc młodego księdza.
- O witaj. Jak mówiłem, modliłem się codziennie.
- Dziękuję. Okazało się, że pomylili badania. - odpowiedziałam radośnie.
- Cieszę się.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Postanowiłam jechać do chłopaków na trening.
Gdy byłam już na miejscu wysiadłam z auta i skierowałam się do hali.
Weszłam do środka i ujrzałam ćwiczących chłopaków. Podeszłam do Karola i rzuciłam się mu na szyję. Był zaskoczony.
- Nie mam raka. Pomylili wyniki. - powiedziałam, a on obkręcił mnie do okoła siebie.
- Tak się cieszę.
- Ale jak to nie masz raka? - spytał zszokowany Wlazły.
Opowiedziałam chłopakom całą historię. Byli wkurzeni, że dopiero teraz się o tym dowiadują. Podeszłam do Bartka.
- Chciałam podziękować za to, że mnie wspierałeś.
- No w końcu jestem twoim przyjacielem. - powiedział z irytacją w głosie.
- Fajnie, że się cieszysz. - powiedziałam i chciałam odejść, ale on mnie zatrzymał i mocno przytulił.
- Jasne, że się cieszę.
Postanowiłam jeszcze zajrzeć do pana Konrada. Zapukałam i weszłam do środka. Opowiedziałam mu całą sytuację. Bardzo się ucieszył.
- Ania? Wiesz, że za trzy dni odbędą się zgrupowania w Spale? Sezon reprezentacyjny rusza pełną parą. - uśmiechnął się.
- Czyli mam kilka dni wolnego? - spytałam radośnie.
- No nie dokońca, a wręcz przeciwnie. Związek piłki siatkowej, wyznaczył cię jako fotograf reprezentacji Polski i jedziesz razem z chłopakami.
Sama nie wiem, czy mam się cieszyć. Ale, w końcu to jakieś wyróżnienie.
- Ale dlaczego akurat mnie?
- Może dlatego, że jesteś świetnym fotografem, przyjacielem siatkarzy i moją ulubienicą. - zaśmiał się.
- No dobrze. To ja już nie mam pytań. - powiedziałam z uśmiechem.
Wróciliśmy do domu. Wieczorem długo ze sobą rozmawialiśmy m.in o tej pomyłce z moją chorobą. Opowiadaliśmy sobie różne ciekawe historie z życia.
- A muszę się pochwalić, że zostałem powołany do kadry. - uśmiechnął się Karol.
- Nie tylko ty. - powiedział Bartek. - Ja również.
- No to kiedy wyruszamy? - spytałam.
- A ty też jedziesz? - spytał zdziwiony Karol.
- No a jak? Kadra beze mnie? - uśmiechnęłam się.
Wziełam kompiel i przebrałam się w pidżamę. Rozmyślałam jak to będzie w Spale. Nigdy tam nie byłam. A co jeśli się nie sprawdzę jako fotograf? Muszę się lepiej przygotować. Pozostały mi trzy dni.
Po długich rozmyślaniach zasnęłam.
**************************************************************************
Raczej na śmierć było by za wcześnie ;) Wiem, że narobiłam strachu. Zapraszam do komentowania :D
- Bartek, już nic nie będzie lepiej.
- Rozmawiałem z Magdą... - powiedział. - Rozstaliśmy się. - Teraz twoja kolej... ja już ci powiedziałem co leżało mi na sercu.
Może on ma rację. Czuję, że mu ufam.
- Mam raka. - wypaliłam nagle, a on się roześmiał.
- Nie no ale tak na serio. No to mów.
- Sama też tak zareagowałam. Chyba naprawdę, doceniamy coś, kiedy prawie to tracimy.
- Anka... - zaczął.
- Nie musisz nic mówić, ani mnie pocieszać. Trzy tygodnie to dość dużo czasu... - zaczęła mi lecieć łza.
- Nie mogę w to uwierzyć... - powiedział.
- Boję się... A co jeśli ten lekarz się mylił... i ja w każdej chwili mogę umrzeć? - zaczęłam panikować.
- Nie mów tak. Ale zrobili ci jakieś dodatkowe badania?
- Tak, za tydzień mam je odebrać.
- A tak więc to nic pewnego?
- Bartek, ja też chcę w to wierzyć... Ale ten lekarz wyraźnie powiedział, że po trzech tygodniach... - zabrakło mi tchu i ponownie zaczęłam płakać.
- Pamiętaj, że masz wsparcie, nigdy cię nie zostawimy. - przytulił mnie.
- Starczy tych czułości. - odsunęłam się od niego.
- Anka? Muszę ci coś powiedzieć...
- No to mów.
- Bo ja chodziłem z Magdą tylko po to by zrobić tobie na złość. Ja się w tobie zakochałem.
Jeszcze kilka dni temu na te słowa skakałabym z radości, ale teraz? Nie mogę się z nim związać, nie teraz kiedy prawię umieram. Zniszczę mu życie. On musi o mnie zapomnieć.
- Bartek, bo ty chyba coś źle zrozumiałeś. Ja cię kocham, ale tylko jako przyjaciela, nic więcej. - skłamałam.
- Jak przyajciela? Czyli się wygłupiłem? Przepraszam, wydawało mi się, że jednak...
- Wydawało ci się. - poleciała mi po policzku pojedyncza łza.
- Wiedz, że ja zawsze będę cię kochał. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Bartek, po prostu zapomnij o mnie. Te trzy tygodnie szybko zlecą. Znajdziesz fajniejszą dziewczynę. Weźmiecie ślub, bedziecie mięli dzieci. - wyliczałam, kiedy on nagle mnie pocałował w usta. Nie. Stop Wiśniewska. Nie możesz tego sobie zrobić, ani jemu. Spiepszysz mu życie.
Oderwałam się od niego.
- I tak cię będę kochał. - powiedział i wyszedł z pokoju.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. To był Karol. Byłam pewna, że Bartek mu wszystko opowie. Dla mnie to i tak lepiej. Nie będę musiała dwa razy tego przeżywać.
Poszłam do kuchni. Przy stole siedzieli współlokatorzy. Na mój widok zaprzestali rozmawiać.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niego jogurth. Usiadłam obok nich i zaczęłam go jeść.
- No to słucham. - powiedziałam.
- Ale, że co? - spytał Karol.
- No przecież wiem, że będziecie mnie pocieszać, że może nie umrę, że muszę być silna.
- Pamiętaj, że nie jesteś z tym wszystkim sama. - powiedział Kłos i podszedł mnie przytulić.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko. - Macie po południu trening? - spytałam, a oni pokiwali twierdząco głową. - No to ja idę z wami.
- Na pewno chcesz iść? - spytał Bartek.
- Tak.
Powoli zbieraliśmy się na trening. Wsiedliśmy do samochodu Bartka. Po dojechaniu na miejsce weszliśmy do hali. Postanowiłam iść do pana prezesa i przeprosić za to, że dziś nie przyszłam. Zapukałam do drzwi.
- Panie Konradzie, ja chciałam. - zaczęłam ale on mi przerwał.
- Wiem o wszystkim. Bartek mnie poimformował. Nie martw się, nie zwolnię cię, jak bedziesz mogła przyjść to przyjdź. - powiedział i mnie przytulił.
- Dziękuję.
Wyszłam z gabinetu i udałam się na halę. Chłopaki chyba nic nie wiedzieli o mojej chorobie, bo zachowywali się normalnie. Ja postanowiłam unikać Bartka po naszym ostatnim pocałunku.
Gdy skończyłam robić zdjęcia poszłam na tybuny. Siedziałam i przypatrywałam się chłopakom.
- Hej. - pocałował mnie w policzek Aleks.
- No hej. - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Niedługo jadę do Serbii... Może pojechałabyś ze mną? - spytał. Zdziwiłam się tym.
- Chciałabym, ale nie mogę. Mam tu pracę, przyjaciół. - wyliczałam.
- Rozumiem. - powiedział i poszedł.
Po skończonym treningu chłopaki poszli, a ja wzięłam piłkę i zaczęłam ją podbijać. Zaczęłam serwować... Tak, tego mi było trzeba. Kiedy przestałam odbijac, usiadłam na środku i zaczęłam płakać. Poczułam, że ktoś mnie przytula. To był Karol.
- Chodź, jedziemy.
Wstałam i poszłam za nim. Bez żadnych rozmów po drodze, wróciliśmy do domu. Wzięłam kompiel i zadzwoniłam do Magdy. Opowiedziałam jej o wszytkim. Ona też zaczęła płakać.
- Nie rycz głupia. - powiedziałam i teraz obie płakałyśmy.
- Anka, pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Mam proźbę, mogłabyś zadzwonić do Kamila? Opowiedz mu o wszytkim, ja nie mam na to siły.
- Jasne.
Pogadałyśmy jeszcze chwile. Przebrałam się w pidżamę i poszłam spać.
**************************************************************************
Siedem dni minęło dość szybko. Nie odwiedzałam chłopaków. Siedziałam zamknięta w swoim pokoju. Codziennie ,,pilnował" mnie ktoś inny. A to Bartek a to Karol. Martwili się o mnie. Wstałam zaspana i poszłam pod prysznic. To dziś dowiem się ile dokładnie bedę żyła. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/768397 i poszłam coś zjeść. Zrobiłam sobie kanapki. Po śniadaniu wzięłam kluczyki i pojechałam do lekarza.
Siedząc na korytarzu, układałam sobie różne scenariusze. Po chwili wyszedł ten sam lekarz co wtedy.
- Pani Anna Wiśniewska. - powiedział, a ja wstałam i weszłam do gabinetu.
Wziął do ręki jakąś kartkę i bacznie się jej przyglądał.
- Może mi pan w końcu powiedzić kiedy umrę? - spytałam zdenerwowana. On tylko spojrzał jeszcze raz na mnie. Przeprosił mnie i na chwilę opuścił swój gabinet. Po paru minutach wszedł i powiedział.
- Przepraszam panią, ale zaszła chyba jakaś zbieżnosć imion i nazwisk. Mięliśmy w tamtym dniu dwie osoby o takim samym imieniu i nazwisku. Bardzo panią przepraszamy. Badania nic nie wykazały, po prostu jest pani przemęczona i tyle.
- To znaczy, że pomyliliście wyniki?
- Tak, jeszcze raz przepraszamy.
Poczułam się jakbym dostała nowe życie. Uścisnęłam dłoń lekarza i wyszłam ze szpitala. Współczuję tamtej kobiecie, która jest jednak chora. Nikt nie chciałby się dowiedzieć, że ma raka. Postanowiłam pojechać do tamtego kościoła, w którym byłam tydzień temu.
- Szczęść Boże. - powiedziałam widząc młodego księdza.
- O witaj. Jak mówiłem, modliłem się codziennie.
- Dziękuję. Okazało się, że pomylili badania. - odpowiedziałam radośnie.
- Cieszę się.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Postanowiłam jechać do chłopaków na trening.
Gdy byłam już na miejscu wysiadłam z auta i skierowałam się do hali.
Weszłam do środka i ujrzałam ćwiczących chłopaków. Podeszłam do Karola i rzuciłam się mu na szyję. Był zaskoczony.
- Nie mam raka. Pomylili wyniki. - powiedziałam, a on obkręcił mnie do okoła siebie.
- Tak się cieszę.
- Ale jak to nie masz raka? - spytał zszokowany Wlazły.
Opowiedziałam chłopakom całą historię. Byli wkurzeni, że dopiero teraz się o tym dowiadują. Podeszłam do Bartka.
- Chciałam podziękować za to, że mnie wspierałeś.
- No w końcu jestem twoim przyjacielem. - powiedział z irytacją w głosie.
- Fajnie, że się cieszysz. - powiedziałam i chciałam odejść, ale on mnie zatrzymał i mocno przytulił.
- Jasne, że się cieszę.
Postanowiłam jeszcze zajrzeć do pana Konrada. Zapukałam i weszłam do środka. Opowiedziałam mu całą sytuację. Bardzo się ucieszył.
- Ania? Wiesz, że za trzy dni odbędą się zgrupowania w Spale? Sezon reprezentacyjny rusza pełną parą. - uśmiechnął się.
- Czyli mam kilka dni wolnego? - spytałam radośnie.
- No nie dokońca, a wręcz przeciwnie. Związek piłki siatkowej, wyznaczył cię jako fotograf reprezentacji Polski i jedziesz razem z chłopakami.
Sama nie wiem, czy mam się cieszyć. Ale, w końcu to jakieś wyróżnienie.
- Ale dlaczego akurat mnie?
- Może dlatego, że jesteś świetnym fotografem, przyjacielem siatkarzy i moją ulubienicą. - zaśmiał się.
- No dobrze. To ja już nie mam pytań. - powiedziałam z uśmiechem.
Wróciliśmy do domu. Wieczorem długo ze sobą rozmawialiśmy m.in o tej pomyłce z moją chorobą. Opowiadaliśmy sobie różne ciekawe historie z życia.
- A muszę się pochwalić, że zostałem powołany do kadry. - uśmiechnął się Karol.
- Nie tylko ty. - powiedział Bartek. - Ja również.
- No to kiedy wyruszamy? - spytałam.
- A ty też jedziesz? - spytał zdziwiony Karol.
- No a jak? Kadra beze mnie? - uśmiechnęłam się.
Wziełam kompiel i przebrałam się w pidżamę. Rozmyślałam jak to będzie w Spale. Nigdy tam nie byłam. A co jeśli się nie sprawdzę jako fotograf? Muszę się lepiej przygotować. Pozostały mi trzy dni.
Po długich rozmyślaniach zasnęłam.
**************************************************************************
Raczej na śmierć było by za wcześnie ;) Wiem, że narobiłam strachu. Zapraszam do komentowania :D
środa, 1 maja 2013
ROZDZIAŁ 23
Zadzwonił budzik. Podniosłam się z łóżka. Usiadłam jeszcze na chwilę, aby przemyśleć dzisiejszy dzień. A konkretniej wizytę u lekarza. A co jeśli Magda naprawdę jest w ciąży? Przecież to nieodpowiedzialne. Łukasz to piłkarz. To może zniszczyć jego karierę. Przecież oni nawet ze soba nie są...
Idąc do łazienki poczułam zapach naleśników. Karol i naleśniki? Raczej nie realistyczne. Skierowałam się do kuchni.
- Kurek? - spytałam zdziwiona.
- O już wstałaś. Siadaj, zaraz kończę smażyć
- A mówiłeś, że nie umiesz gotować. - spytałam podejrzliwie.
- Jedyne co umiem to właśnie to.
- Nie no Bartuś, ta Magda to jednak będzie miała z tobą dobrze... Jak ty jej takie śniadania bedziesz robił... - pokręciłam z niedowierzaniem głową, a on na chwilę zamilkł. - Coś nie tak powiedziałam? - spytałam.
- Nie o to chodzi... Po prostu mam wrażenie, że mijamy się z Magdą.
Nic nie powiedziałam, tylko poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zawsze kiedy jest jakiś problem uciekam. Tak jest łatwiej. Przecież nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie będę się wtrącać. To Magda musi z nim porozmawiać.
Po kompięli rozczesałam i wysuszyłam włosy. Postanowiłam je wyprostować, czego prawie nigdy dotąd nie robiłam. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/735192 i poszłam na śniadanie. Przy stole czekał już Karol.
- Coś ten... tego z włosami zrobiłaś? - spytał przyglądając mi się.
- Ten tego. - uśmiechnęłam się.
- Ładnie ci tak. - powiedział Kurek.
- Czy mi się wydaje, czy próbujesz mi się podlizać?
- Tylko troszkę. - odpowiedział roześmiany.
Nałożyłam sobie naleśnika i w ekspresowym tempie go zjadłam.
- Smakowało? - spytał twórca naleśników.
- Taaa. - odpowiedziałam. Zadzwonił dzwonek do drzwi. - Pójdę otworzyć. - dodałam.
- Hej. - ucałowałam Magdą w policzek.
- Cześć. - odpowiedziała. Chłopaki przywitali się z Lisowską i po chwili wsiedliśmy do jej samochodu. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ani słowa. Gdy byliśmy przed szpitalem Magda zaczęła rozmowę.
- Boję się... Wejedziesz ze mną?
- Jasne, że tak.
Gdy byliśmy już w środku Lisowską przyjął jakiś lekarz. Po długim oczekiwaniu Magda wyszła.
- I co? - spytałam.
- O matko tak się bałam. - odpowiedziała z wielką radością. - Okazało się, że to tylko zwykła grypa. - uścisnęła mnie.
- Kamień z serca. Ale wiesz, że musisz pogadać z Bartkiem?
- Wiem. Nawet gadałam już z Łukaszem. Wygląda na to, że niedługo ze sobą będziemy.
- Fajnie. - uśmiechnęłam się. - To co idziemy? - spytałam wstając z krzesła.
- O nie, nie. Nie tak prędko. Obiecałam Bartkowi, że dopilnuję, żebyś się przebadała.
- Oj Magda. Przecież nic mi nie jest. Wracajmy do domu. - uparcie broniłam swojego zdania.
- Nie. - powiedziała, a widząc jakiegoś lekarza zwróciła się do niego:
- Panie doktorze, czy mógłby pan przyjąć koleżankę?
- Oczywiście. Proszę wejść. - powiedział przepuszczając mnie w drzwiach.
Lekarz wyglądał na młodego. Zaczął mnie badać. Zrobił kilka badań i powiedział, że za 20 minut będą wyniki.
Magda nie mogła ze mną zostać, ponieważ miała spotkać się z Łukaszem, a z resztą nie było sensu, żeby tu ze mną siedziała. Przecież jeszcze jakieś dziesięć minut. Odbiorę badania, dowiem się, że jestem okazem zdrowia i wrócę do domu.
- Pani Anna Wiśniewska? - spytał trzymając wyniki.
- Tak.
- To zapraszam. - powiedział i wszedł ponownie do gabinetu. Przez chwilę czytał wyniki. Nie miał przy tym ciekawej miny.
- To jak. Mogę już iść?
- Musimy powtórzy badania.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Powiem pani prawdę. Nie jest najlepiej. Ma pani raka.
- Nie możliwe. - roześmiałam się. - To jest jakiś żart? - spytałam.
- Niestety też bym chciał żeby tak było.
- Czyli ja umrę? - spytałam ze złami w oczach. - Ile mi zostało?
- Prosze pani, musimy jeszcze zrobić dodatkowe badan...
- Ile mi zostało? Czy pan nie rozumie? - zaczęłam krzyczeć.
- Trzy tygodnie. - powiedział. - Musimy zrobić bardizej szczegółowe badania.
Po tych badaniach lekarz kazał mi przyjść za tydzień.
Wyszłam ze szpitala. Nie mogło to jeszcze do mnie dotrzeć co przed chwilą usłyszałam. To już koniec? Nawet nie zdążyłam w pełni zaznać życia... A dziś się dowiaduję, że trzy tygodnie...i... Nie wiedziałam co robić... Gdzie pójść... Jedyne co przyszło mi na myśł, to kościół. Wsiadłam do samochodu. Po kilku minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka. Uklęknęłam i usiadłam w ławce. Zaczęłam płakać. Chyba to już mi tylko pozostało.
- Mogę w czymś pomóc? - spytał jakiś młody ksiądz.
- Mi chyba już nikt nie może pomóc.
- Pamiętaj, że Bóg... - mówił, ale mu przerwałam.
- Tak wiem, Bóg to Bóg tamto. Ale on chyba nie ma takiej mocy, żeby uratować człowieka przed śmiercią.
- I tak wszyscy umrzemy.
- Wiem, że ksiadz ma za zadanie pocieszać, wskazywać dobrą drogę, ale proszę sobie to darować.
- Musisz się modlić, ja również będę to robił. Jesteś młodą osobą. W życiu się tak zdaża, że nieprzewidziany jest nasz los.
- Co by ksiądz zrobił, gdyby pozostało ci trzy tygodnie życia?
- Starałbym się nie marnować ani sekundy. Wszystko staje się dla nas ważne twedy, gdy prawie to tracimy. Trzeba w pełni chwytać dzień.
- Dobrą ma ksiadz gatkę. - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Dzięki. Zawsze chciałem zostać psychologiem.
- To dlaczego akurat wybrałeś księdza?
- Takie powołanie. Ale widzisz, gdybym nie był księdzem nie byłbym tu teraz z tobą.
- Zawsze jakiś plus. - Muszę już isć. Dziękuję za cenne rady.
- Pmiętaj, że nie jesteś sama. Bedę się o ciebie modlił. - powiedział.
Wyszłam na zewnątrz i ponownie wisadłam do smochodu. Gdy dojechałam do domu w mieszkaniu nikogo nie było. Pewnie są na treningu. Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Magda. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Oparłam się o drzwi i zjechałam w dół. Usiadłam na podłodze. To chyba będzie najgorszy tydzień w moim życiu. Nawet już nie chciało mi się płakać. Jedyne co czułam to pustkę. Stwierdziłam, że nie ma sensu tak tu siedzieć. Poszłam do pokoju. Wyjęłam album ze zdjęciami i zaczęłam je przeglądać. Włączyłam piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=pxpLxb5jHO0 i przypominałam sobie chwile spędzone z moją rodziną, przyjaciółmi. Zaczęłam płakać. Czułam strach przed śmiercią. Wyjęłam jedno ze zdjęć. Byłam na nim ja, Kamil i Pyśka, a z tyłu napis:
,, Przyjaciele na zawsze, aż do śmierci. I niegniewaj się na mnie o ten zgubiony telefon.;) Kamil." Płakałam jak dziecko. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Nie zdążyłam zamknąć drzwi. Po chwili do mojego pokoju wszedł Kurek.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, a ja tępo patrzyłam w ścianę.
****************************************************************************
Wiem, że nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji... Ale w życiu nieraz tak bywa... Nikt nie powiedział, że wszytko konczy się happy end`em.... Komentujcie.;)
Idąc do łazienki poczułam zapach naleśników. Karol i naleśniki? Raczej nie realistyczne. Skierowałam się do kuchni.
- Kurek? - spytałam zdziwiona.
- O już wstałaś. Siadaj, zaraz kończę smażyć
- A mówiłeś, że nie umiesz gotować. - spytałam podejrzliwie.
- Jedyne co umiem to właśnie to.
- Nie no Bartuś, ta Magda to jednak będzie miała z tobą dobrze... Jak ty jej takie śniadania bedziesz robił... - pokręciłam z niedowierzaniem głową, a on na chwilę zamilkł. - Coś nie tak powiedziałam? - spytałam.
- Nie o to chodzi... Po prostu mam wrażenie, że mijamy się z Magdą.
Nic nie powiedziałam, tylko poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zawsze kiedy jest jakiś problem uciekam. Tak jest łatwiej. Przecież nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie będę się wtrącać. To Magda musi z nim porozmawiać.
Po kompięli rozczesałam i wysuszyłam włosy. Postanowiłam je wyprostować, czego prawie nigdy dotąd nie robiłam. Ubrałam się: http://allani.pl/zestaw/735192 i poszłam na śniadanie. Przy stole czekał już Karol.
- Coś ten... tego z włosami zrobiłaś? - spytał przyglądając mi się.
- Ten tego. - uśmiechnęłam się.
- Ładnie ci tak. - powiedział Kurek.
- Czy mi się wydaje, czy próbujesz mi się podlizać?
- Tylko troszkę. - odpowiedział roześmiany.
Nałożyłam sobie naleśnika i w ekspresowym tempie go zjadłam.
- Smakowało? - spytał twórca naleśników.
- Taaa. - odpowiedziałam. Zadzwonił dzwonek do drzwi. - Pójdę otworzyć. - dodałam.
- Hej. - ucałowałam Magdą w policzek.
- Cześć. - odpowiedziała. Chłopaki przywitali się z Lisowską i po chwili wsiedliśmy do jej samochodu. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ani słowa. Gdy byliśmy przed szpitalem Magda zaczęła rozmowę.
- Boję się... Wejedziesz ze mną?
- Jasne, że tak.
Gdy byliśmy już w środku Lisowską przyjął jakiś lekarz. Po długim oczekiwaniu Magda wyszła.
- I co? - spytałam.
- O matko tak się bałam. - odpowiedziała z wielką radością. - Okazało się, że to tylko zwykła grypa. - uścisnęła mnie.
- Kamień z serca. Ale wiesz, że musisz pogadać z Bartkiem?
- Wiem. Nawet gadałam już z Łukaszem. Wygląda na to, że niedługo ze sobą będziemy.
- Fajnie. - uśmiechnęłam się. - To co idziemy? - spytałam wstając z krzesła.
- O nie, nie. Nie tak prędko. Obiecałam Bartkowi, że dopilnuję, żebyś się przebadała.
- Oj Magda. Przecież nic mi nie jest. Wracajmy do domu. - uparcie broniłam swojego zdania.
- Nie. - powiedziała, a widząc jakiegoś lekarza zwróciła się do niego:
- Panie doktorze, czy mógłby pan przyjąć koleżankę?
- Oczywiście. Proszę wejść. - powiedział przepuszczając mnie w drzwiach.
Lekarz wyglądał na młodego. Zaczął mnie badać. Zrobił kilka badań i powiedział, że za 20 minut będą wyniki.
Magda nie mogła ze mną zostać, ponieważ miała spotkać się z Łukaszem, a z resztą nie było sensu, żeby tu ze mną siedziała. Przecież jeszcze jakieś dziesięć minut. Odbiorę badania, dowiem się, że jestem okazem zdrowia i wrócę do domu.
- Pani Anna Wiśniewska? - spytał trzymając wyniki.
- Tak.
- To zapraszam. - powiedział i wszedł ponownie do gabinetu. Przez chwilę czytał wyniki. Nie miał przy tym ciekawej miny.
- To jak. Mogę już iść?
- Musimy powtórzy badania.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Powiem pani prawdę. Nie jest najlepiej. Ma pani raka.
- Nie możliwe. - roześmiałam się. - To jest jakiś żart? - spytałam.
- Niestety też bym chciał żeby tak było.
- Czyli ja umrę? - spytałam ze złami w oczach. - Ile mi zostało?
- Prosze pani, musimy jeszcze zrobić dodatkowe badan...
- Ile mi zostało? Czy pan nie rozumie? - zaczęłam krzyczeć.
- Trzy tygodnie. - powiedział. - Musimy zrobić bardizej szczegółowe badania.
Po tych badaniach lekarz kazał mi przyjść za tydzień.
Wyszłam ze szpitala. Nie mogło to jeszcze do mnie dotrzeć co przed chwilą usłyszałam. To już koniec? Nawet nie zdążyłam w pełni zaznać życia... A dziś się dowiaduję, że trzy tygodnie...i... Nie wiedziałam co robić... Gdzie pójść... Jedyne co przyszło mi na myśł, to kościół. Wsiadłam do samochodu. Po kilku minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka. Uklęknęłam i usiadłam w ławce. Zaczęłam płakać. Chyba to już mi tylko pozostało.
- Mogę w czymś pomóc? - spytał jakiś młody ksiądz.
- Mi chyba już nikt nie może pomóc.
- Pamiętaj, że Bóg... - mówił, ale mu przerwałam.
- Tak wiem, Bóg to Bóg tamto. Ale on chyba nie ma takiej mocy, żeby uratować człowieka przed śmiercią.
- I tak wszyscy umrzemy.
- Wiem, że ksiadz ma za zadanie pocieszać, wskazywać dobrą drogę, ale proszę sobie to darować.
- Musisz się modlić, ja również będę to robił. Jesteś młodą osobą. W życiu się tak zdaża, że nieprzewidziany jest nasz los.
- Co by ksiądz zrobił, gdyby pozostało ci trzy tygodnie życia?
- Starałbym się nie marnować ani sekundy. Wszystko staje się dla nas ważne twedy, gdy prawie to tracimy. Trzeba w pełni chwytać dzień.
- Dobrą ma ksiadz gatkę. - uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Dzięki. Zawsze chciałem zostać psychologiem.
- To dlaczego akurat wybrałeś księdza?
- Takie powołanie. Ale widzisz, gdybym nie był księdzem nie byłbym tu teraz z tobą.
- Zawsze jakiś plus. - Muszę już isć. Dziękuję za cenne rady.
- Pmiętaj, że nie jesteś sama. Bedę się o ciebie modlił. - powiedział.
Wyszłam na zewnątrz i ponownie wisadłam do smochodu. Gdy dojechałam do domu w mieszkaniu nikogo nie było. Pewnie są na treningu. Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Magda. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Oparłam się o drzwi i zjechałam w dół. Usiadłam na podłodze. To chyba będzie najgorszy tydzień w moim życiu. Nawet już nie chciało mi się płakać. Jedyne co czułam to pustkę. Stwierdziłam, że nie ma sensu tak tu siedzieć. Poszłam do pokoju. Wyjęłam album ze zdjęciami i zaczęłam je przeglądać. Włączyłam piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=pxpLxb5jHO0 i przypominałam sobie chwile spędzone z moją rodziną, przyjaciółmi. Zaczęłam płakać. Czułam strach przed śmiercią. Wyjęłam jedno ze zdjęć. Byłam na nim ja, Kamil i Pyśka, a z tyłu napis:
,, Przyjaciele na zawsze, aż do śmierci. I niegniewaj się na mnie o ten zgubiony telefon.;) Kamil." Płakałam jak dziecko. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Nie zdążyłam zamknąć drzwi. Po chwili do mojego pokoju wszedł Kurek.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, a ja tępo patrzyłam w ścianę.
****************************************************************************
Wiem, że nie spodziewaliście się takiego zwrotu akcji... Ale w życiu nieraz tak bywa... Nikt nie powiedział, że wszytko konczy się happy end`em.... Komentujcie.;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)